Discover
KRYMINALNE HISTORIE
KRYMINALNE HISTORIE
Author: Radio Kielce
Subscribed: 40Played: 558Subscribe
Share
© Radio Kielce
Description
Morderstwa, kradzieże, porwania, zaginięcia bez śladu. Sprawy, o których było głośno i których nie sposób zapomnieć. Przerażające i tajemnicze śledztwa. Wydarzenia, które wstrząsnęły nie tylko mieszkańcami województwa świętokrzyskiego. Każdy odcinek „Kryminalnych historii” to opowieść o innym przestępstwie.
145 Episodes
Reverse
W latach 90-tych głównym źródłem dochodów świętokrzyskiego gangu Tadeusza Grzesika były napady na hurtownie oraz na samochody przewożące dobra luksusowe, najczęściej alkohol i papierosy.Za udział w każdym z napadów szeregowy członek grupy otrzymywał niekiedy nawet 10 tysięcy złotych, co na ówczesne czasy było sumą olbrzymią. Dla porównania zwykły zjadacz chleba zarabiał wtedy w regionie kilkaset złotych miesięcznie.Nie wszyscy gangsterzy potrafili jednak żyć w ukryciu. Niektórzy obnosili się bogactwem, czym mogli zwrócić uwagę policji. Z takiego właśnie powodu drugiego lipca 1998 roku przed barem Magdalenka w Cedzynie koło Kielc padły strzały. Zginęło dwóch ludzi.
W domu w Mójczy, w gminie Daleszyce, urządzili swoistą salę tortur. Bili porwanego przez wiele godzin domagając się zwrotu pieniędzy. Byli przekonani, że on ma pieniądze, tylko nie chce ich oddać. Więc bili jeszcze mocniej.Ofiarą tortur ludzi z gangu Tadeusza Grzesika był Czesław T. Miał 37 lat i mieszkał w Skorzeszycach w gminie Górno. Był rolnikiem, handlował na targu, ale zajmował się też m.in. udzielaniem pożyczek na procent – także w obcych walutach.Pieniądze na pożyczki miał m.in. od gangu, który w ten sposób „inwestował” swoje dochody. Niestety nieregularnie spłacał odsetki, przywożąc raptem po kilkaset dolarów. Gangsterzy w końcu stanowczo zażądali zwrotu długu. Ponieważ nadal zwlekał z oddaniem pieniędzy, podjęli decyzję o jego uprowadzeniu. Ciało nigdy nie zostało odnalezione.
Chłopak uderzył dziewczynę w głowę metalową rurką, a później zaczął dusić. Gdy był pewien, że nie żyje, wykopał płytki dół, do którego ją złożył, a następnie przykrył wszystko ławkami.Tragedia wydarzyła się 15 listopada 1977 roku w liceum ogólnokształcącym w Chmielniku koło Kielc. Maturzysta zamordował koleżankę, a jej ciało zakopał w szkolnej piwnicy w płytkim dole.
Świętokrzyski gang na celownik wziął hurtownie i samochody przewożące cenny ładunek. W materiałach ze śledztwa znajdujemy ślady akcji prowadzonych w Kielcach, Radomsku, Sanoku, Tarnowie, Sandomierzu czy Kraśniku. Gangsterzy wpadli przez małe urządzenie.Ta historia rozegrała się w lutym 2002 roku. Tir z papierosami jechał do Warszawy. Na jednym z parkingów gangsterzy uszkodzili zapewne koło samochodu. Po przejechaniu kilku kilometrów kierowca zauważył, że coś jest nie tak. Wysiadł z auta i poszedł sprawdzić koła. To wtedy zatrzymał się także osobowy samochód jadący za tirem. Wyskoczyło z niego kilku bandytów, którzy pobili kierowcę i przykuli go w zaroślach kajdankami do drzewa. W ręce przestępców wpadł towar o wartości 870 tys. złotych. Auto bez żadnych problemów dojechało do starej cegielni koło Bodzentyna w województwie świętokrzyskim.Bandyci zajęli się rozładunkiem, ale nie wiedzieli, że w samochodzie ukryty był lokalizator GPS.
Finałowa scena tej historii rozegrała się w niedzielę 29 września 2024 rok w Modliszewicach koło Końskich. 41-letni Damian M. spotkał znajomego, który zaprosił go do wspólnego picia alkoholu. Mężczyźni na miejsce pijackiej imprezy wybrali altankę stojąca niedaleko sklepu. 42-letni mężczyzna uczestniczący w libacji wstając przewrócił butelkę w której był jeszcze alkohol. To była iskra która doprowadziła do wybuchu.
Powracamy do opowieści o Tadeuszu Grzesiku, mieszkańcu podkieleckiej wioski, który stanął na czele gangu złożonego z grona zaufanych przyjaciół. Pod koniec lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku grupa Grzesika nawiązała współpracę z gangiem Janusza Treli, który bardziej jest znany jako „Krakowiak”.Jaki były związki pomiędzy bandytami? Dlaczego „Krakowiak” przyjechał do zajazdu w podkieleckiej miejscowości Leszczyny? Z kim się tam spotkał? Kim byli zamordowani na leśnym parkingu? Co stało się z policyjną notatką wskazującą potencjalnych sprawców?
Kiedy napastnik uciekł, na chodniku pozostało nieruchome ciało. Mężczyzna był ciężko ranny i godzinę później zmarł. Tragiczne wydarzenia miały miejsce 3 sierpnia 2014 roku w Kielcach.Wszyscy byli pewni, że ciosy zostały zadane nie zwykłym nożem, ale co najmniej tasakiem. Niektórzy mówili wręcz, że była to maczeta. Jeszcze w nocy miejsce ataku i zbrodni zarazem stało się terenem działań funkcjonariuszy policji. Okolicę zagrodzono taśmami, ustawiono dodatkowe lampy. Działania prowadzone tuż pod nosem mieszkańców sprawiły, że już skoro świt miasto obiegła sensacyjna informacja. Wszyscy dowiedzieli się, że zginął przedsiębiorca pogrzebowy, a jego śmierć to efekt porachunków biznesowych.Prawda o morderstwie była całkowicie inna.
W drugiej części historii świętokrzyskiego gangstera: Tadeusza Grzesika, czyli Kilera, przedstawiamy prawdopodobny przebieg wydarzeń, do jakich doszło 8 sierpnia 1986. Mimo wielu poszlak nigdy nie udowodniono mu tego zabójstwa. Wiele jednak wskazuje, że razem ze swoimi kumplami to on odpowiada za tą śmierć.Po kilku kolejnych miesiącach aresztowano co prawda trzy osoby, które przetrzymywano przez pewien czas w areszcie, ale ostatecznie nic im nie udowodniono. Aresztowanych wypuszczono, a sprawa pozostała nierozwiązana.W tym samym czasie zmieniły się tez metody działania świętokrzyskiego gangu, a to już za sprawą nawiązania nowych kontaktów.
Rozpoczynamy cykl słuchowisk dotyczących działań prawdopodobnie najbardziej krwawego gangu, jaki działał w Polsce i co ważne gangu składającego się z mieszkańców ziemi świętego Krzyża.Jego przywódca: Tadeusz Grzesik mieszkał z rodzicami w Woli Jachowej, niewielkiej wsi w województwie świętokrzyskim w gminie Górno. W materiałach prasowych niewiele mówi się o jego młodzieńczych latach. My staramy się odsłonić także te tajemnice.W zapiskach milicyjnych pojawił się, kiedy miał 17 lat. Odnotowano wtedy, że jest podejrzany o włamanie do szkoły, włamanie do samochodu i kradzież. To były jego pierwsze przestępcze szlify. Już wtedy w przestępczych działaniach pomagali mu: „Szangala” i „Świr”.
Ojciec podzielił gospodarstwo po równo pomiędzy bliźniaków z tym że jeden został także właścicielem domu i budynków gospodarczych. Bracia mieszkali jednak razem. Wojciech niedługo po śmierci ojca sprzedał część swojego gospodarstwa, a resztę oddał w dzierżawę. Za uzyskane pieniądze kupił narzędzia, a reszta poszła na alkohol.Coraz częściej dochodziło jednak do bójek, a ostatnia zakończyła się tragedią.
Gminą Osiek wstrząsnęła tragedia, do jakiej doszło, 22 września 2025 roku. Na terenie jednego z gospodarstw znaleziona została 52-letnia kobieta z obrażeniami głowy. W poważnym stanie trafiła do szpitala. Ustalono, że za czyn określony jako usiłowanie zabójstwa odpowiada jej mąż Józef Kozoduj. Mężczyzna odtąd zaczął się ukrywać, a ostatecznie po dwóch tygodniach znaleziono jego ciało.Niewiele osób wie, że pół roku wcześniej, 14 marca 2025 roku, Osiekiem wstrząsnęła inna tragedia. Od lat tajemnicą poliszynela była sytuacja jednej z rodzin. Wszyscy wiedzieli, że mężczyzna znęcał się psychicznie i fizycznie nad żoną. Dopiero kiedy doszło do tragedii, ludzie zaczęli się zastanawiać: czy musiało się tak stać?
Kluczową sprawą w rozwiązaniu zagadki podwójnego morderstwa były ślady krwi w mieszkaniu. Policjanci znaleźli je na domowym klapku zamordowanej oraz na dywanie. Do zbrodni doszło 28 stycznia 2015 roku, ale ciała dwóch osób znaleziono na IV piętrze bloku na jednym z kieleckich osiedli dopiero pięć dni później. Śledczy nie odrzucili ani jednego tropu, a tych pojawiło się wiele. Rozpatrywano czy mogła to być rodzinna zemsta. Brano pod uwagę motyw rabunkowy, choć z mieszkania nic nie zniknęło. Rozpatrywano też efekt porachunków kieleckiego światka przestępczego. Wreszcie brano pod uwagę możliwość rozszerzonego samobójstwa.Sprawa morderstwa zeszła już z pierwszych stron gazet, gdy Kielce obiegła informacja o aresztowaniu podejrzanego. Policja zatrzymała Marka S, który wcześniej był organizatorem uroczystości, na której obecni byli miejscowi włodarze. W sprawie przesłuchano wielu świadków, a same badania DNA kosztowały 90 tys. zł. Ostatecznie jednak to ich analiza doprowadziła do zakończenia sprawy.
3 lipca 2007 11-letnia Magda weszła do tunelu po torami w Kielcach. Była szczupła, miała niebieskie oczy i proste włosy w kolorze ciemny blond. Ubrana była w granatowe dżinsy i różową bluzeczkę w serduszka. Miała ponad 160 centymetrów wzrostu i wszyscy zgodnie twierdzili, że wygląda na starszą niż była w rzeczywistości.Ciało zaginionej odnaleziono 26 lipca ukryte na nieużytkach nad zalewem Chańcza. Dwa tygodnie później odbył się pogrzeb, który zgromadził setki mieszkańców Kielc. Kilka dni później przez miasto przeszedł marsz milczenia. Smutek wszystkich był tym większy, że nie wykryto sprawcy bądź sprawców.
Przedstawiamy kolejny, ostatni już, odcinek historii bandy Zakrzewskich. Tym opowiemy o śledztwie i pojmaniu bandytów.2 listopada 1969 r. Zakrzewscy zamordowali 5-osobową rodzinę Lipów. To wzburzyło miejscową społeczność. W pogrzebie wzięła udział czterotysięczna rzeszy wiernych pomiędzy którymi byli także mordercy. Nikt wtedy nie podejrzewał jaka jest prawda.
Sołtysem Rzepina Drugiego, gdzie mieszkali Zakrzewscy, był Mieczysław Lipa. 45-letni mężczyzna mieszkał rodziną. Po sąsiedzku, u swoich rodziców, mieszkała jego żona. Małżonkowie nie mieli jeszcze ślubu kościelnego, a jedynie cywilny a w małej wiosce to ślub kościelny był ważniejszy niż podpisanie papierka przed cywilnym urzędnikiem. Sołtys wielokroć mówił, że rodzina Zakrzewskich sprawia mu wiele kłopotów i nie płaci podatków. W Zaduszki 2 listopada 1969 r. banda Zakrzewskich postanowiła rozwiązać problem w swój własny sposób.
W Rzepinie Drugim sołtysem był Jan Borowiec. Chodził od domu do domu i prosił o pieniądze na podatek. Zapewne opornych straszył konsekwencjami, ale w większości wszyscy to rozumieli. Innego zdania byli Zakrzewscy. Uważali, że dzieje się im dziejowa niesprawiedliwość i oni nie powinni płacić podatków.Dla całej sprawy ważny jest również fakt, że Jan Borowiec trudnił się wyrywaniem zębów.Była godzina druga nad ranem, gdy do domu Borowca przyszedł człowiek uskarżający się właśnie na ból. Nie był to pierwszy taki przypadek. Wiejski „dentysta” wyszedł na podwórko. Padł strzał. Część materiałów podaje, że kula z karabinu trafiła sołtysa w głowę, ale inne materiały podają, że w biodro.Strzał nie był jednak śmiertelny. Ofiara żyła, a co gorsze rozpoznała napastników.
Decyzję o morderstwie kolejnej osoby rodzina Zakrzewskich podejmowała podczas specjalnego obrzędu. Na stole Józef, głowa rodziny, stawiał krucyfiks i klękał przed nim razem z synami. Jego żona brała zapaloną świecę i przekręcała na bok. Wypowiadała nazwisko przewidzianej do zabicia osoby i słowa „niech skapie". Potem wszyscy powtarzali „niech skapie".7 czerwca 1954 Zakrzewscy zamordowali Bolesława Hartunga, który doniósł na milicję, że ukradli oni drewno, a później jako przedstawiciel komunistycznego aparatu państwowego sądził ich za kradzież. Ta historii został przez nas przedstawiona w poprzednim odcinku.Teraz zajmiemy się wydarzeniami, do jakich doszło w 1957 roku. To wtedy w makabrycznym obrzędzie wypowiedziano nazwisko kolejnej ofiary.Jerzy Jan Żaczkiewicz mieszkający w Trzeszkowie był przewodniczącym Gromadzkiej Rady Narodowej ówczesnej gminy Rzepin. Jako przedstawiciel władzy podpadł bandyckiej rodzinie, zbierając jej za karę inwentarz.Zegar zbrodni zaczął wybijać kuranty w nocy 13 grudnia 1957 roku w piątek
Józef Zakrzewski, mieszkaniec gromady Rzepin podejrzewany był o kradzież drzewa z lasu i w związku z tym Milicja Obywatelska dokonała u niego przeszukania, dokumentując w protokole przeszukania ujawnione u niego kradzione drzewo. Józef musiał podpisać protokół, lecz w wyniku stawianego przez niego oporu, funkcjonariusz milicji używając przemocy i grożąc mu bronią, zmusił go do tego. Wszystko to działo się na oczach Czesława Zakrzewskiego, który zapowiedział zemstę.








