Discover
KRYMINALNE HISTORIE
KRYMINALNE HISTORIE
Author: Radio Kielce
Subscribed: 40Played: 614Subscribe
Share
© Radio Kielce
Description
Morderstwa, kradzieże, porwania, zaginięcia bez śladu. Sprawy, o których było głośno i których nie sposób zapomnieć. Przerażające i tajemnicze śledztwa. Wydarzenia, które wstrząsnęły nie tylko mieszkańcami województwa świętokrzyskiego. Każdy odcinek „Kryminalnych historii” to opowieść o innym przestępstwie.
153 Episodes
Reverse
Zabudowania znajdowały się w ustronnym miejscu. To właśnie tam zaufany człowiek przywoził Szefowi pieniądze ze wszystkich punktów handlowych. Kantorowcy mieli zabić obu mężczyzn.Grzesik postanowił przeprowadzić atak w połowie października 2006 roku. Do swojego samochodu zabrał broń oraz Wojciecha W. czyli „Młodego”. Wiele lat później podwładny Kilera poszedł na współpracę z prokuraturą i tak opisywał wyjazd: do gospodarstwa podeszliśmy od strony pól i tam rozpletliśmy siatkę ogrodzeniową. Jak na podwórku zapaliło się światło, ruszyliśmy do akcji.
Wydarzenia opisane przez nas w ostatnich odcinkach sprawiły, że świętokrzyski gang Tadeusza Grzesika „stracił” wielu ludzi. Niektórzy odsiadywali kary więzienia inni wycofali się z przestępczej działalności. Pozostał jednak Szef, czyli Grzesik. On nie zamierzał kończyć. Dobrał sobie dwóch nowych współpracowników: Wojciecha W. i rusznikarza Jacka P. „Premierowe” uderzenie przeprowadzili w Kraśniku.
Ta historia miała miejsce 20 lutego 2006 roku w Hucie Starej w gminie Bieliny. Był poniedziałkowy wieczór, przed sklepem siedziała grupa młodych mężczyzn. Około godziny 19.00 podjechał terenowy samochód marki nissan. Do sklepu weszły dwie kobiety, pasażerki, które prawdopodobnie były zaczepiane przez znajdujących się przed sklepem mężczyzn. Doszło do sprzeczki z kierowcą auta. Na słowach się jednak nie skończyło. Świadkowie przyznają że znajdujący się przed sklepem mężczyźni obrzucili samochód śnieżkami. Później zamienili śnieżne kule na metalowe pociski.
W Hucie Podłysicy (gmina Bieliny) w jednym domu wraz z ojcem mieszkali dwaj bracia. Jak mówiło się, podczas śledztwa bracia nie stronili od alkoholu.10 lipca 2011 pomiędzy braćmi doszło do szarpaniny i bójki. Ostatecznie 39-latek siedząc na klatce piersiowej 51-letniego brata, zaczął go dusić, zakrywając mu twarz koszulą. Starszy z braci stracił przytomność. A ostatecznie przybyły na miejsce lekarz potwierdził jego zgon.
W Radlinie obok Kielc pod koniec lat dziewięćdziesiątych gangster o pseudonimie „Szangala”, który był prawą ręka Tadeusza Grzesika, prowadził skład materiałów budowlanych. Była to pralnia brudnych pieniędzy, ale i miejsce, gdzie zatrudniano osoby, które współpracowały z gangiem.Gdy konkurencyjna firma otworzyła skład budowlany w okolicy. Gangster postanowił zniszczyć konkurencję. Śmierć poniosły dwie osoby.
Wszystko zaczęło się od zaczepienia dziewczyny jednego z bandytów należących do gangu Tadeusza Grzesika. Gangsterzy zostawili na stole alkohol i pojechali wymierzyć swoją „sprawiedliwość”.Młodzieniec zaczepiający dziewczynę został namierzony przed sklepem. Dostał kilka uderzeń, ale Grzesik nakazał zmianę miejsca aby nikt ich nie widział. Zaciągnęli chłopaka na pobliskie pola i niedaleko od drogi ponownie rozpoczęli bicie. Adaś okładał kijem leżącego mężczyznę, krzycząc, że już nikogo nie będzie zaczepiał. Bił z taką wściekłością, że złamał trzonek łopaty. Kolejny wziął od Grzesika i bił dalej, Osaczony chłopak początkowo krzyczał, ale wraz z kolejnymi uderzeniami jego głos stawał się coraz słabszy. Wreszcie zapadła cisza. Bandyci wrócili do samochodu i odjechali.
Ta historia rozpoczęła się 15 kwietnia 2017 r., w Wielką Sobotę, na osiedlu Skałka w Skarżysku-Kamiennej. Policja ustaliła, że prawdopodobnie Dawid G. pseudonim „Hitler” przekonał Radka P. do wyjścia z imprezy. Na zewnątrz chłopak spotkał się z dwoma mężczyznami, którzy przyjechali dostawczym autem. Cała trójka odjechała razem. Odtąd nikt już nie widział Radka.W powietrzu rozpłynęli się też obaj mężczyźni. Policja aresztowała ich dopiero cztery miesiące później. Jeden z nich próbował jeszcze uciekać z budynku prokuratury, ale ostatecznie obaj zostali osadzeni w areszcie.Ostatecznie postawiono ich przed sądem, ale ciała Radka nigdy nie odnaleziono.
W latach 90-tych głównym źródłem dochodów świętokrzyskiego gangu Tadeusza Grzesika były napady na hurtownie oraz na samochody przewożące dobra luksusowe, najczęściej alkohol i papierosy.Za udział w każdym z napadów szeregowy członek grupy otrzymywał niekiedy nawet 10 tysięcy złotych, co na ówczesne czasy było sumą olbrzymią. Dla porównania zwykły zjadacz chleba zarabiał wtedy w regionie kilkaset złotych miesięcznie.Nie wszyscy gangsterzy potrafili jednak żyć w ukryciu. Niektórzy obnosili się bogactwem, czym mogli zwrócić uwagę policji. Z takiego właśnie powodu drugiego lipca 1998 roku przed barem Magdalenka w Cedzynie koło Kielc padły strzały. Zginęło dwóch ludzi.
W domu w Mójczy, w gminie Daleszyce, urządzili swoistą salę tortur. Bili porwanego przez wiele godzin domagając się zwrotu pieniędzy. Byli przekonani, że on ma pieniądze, tylko nie chce ich oddać. Więc bili jeszcze mocniej.Ofiarą tortur ludzi z gangu Tadeusza Grzesika był Czesław T. Miał 37 lat i mieszkał w Skorzeszycach w gminie Górno. Był rolnikiem, handlował na targu, ale zajmował się też m.in. udzielaniem pożyczek na procent – także w obcych walutach.Pieniądze na pożyczki miał m.in. od gangu, który w ten sposób „inwestował” swoje dochody. Niestety nieregularnie spłacał odsetki, przywożąc raptem po kilkaset dolarów. Gangsterzy w końcu stanowczo zażądali zwrotu długu. Ponieważ nadal zwlekał z oddaniem pieniędzy, podjęli decyzję o jego uprowadzeniu. Ciało nigdy nie zostało odnalezione.
Chłopak uderzył dziewczynę w głowę metalową rurką, a później zaczął dusić. Gdy był pewien, że nie żyje, wykopał płytki dół, do którego ją złożył, a następnie przykrył wszystko ławkami.Tragedia wydarzyła się 15 listopada 1977 roku w liceum ogólnokształcącym w Chmielniku koło Kielc. Maturzysta zamordował koleżankę, a jej ciało zakopał w szkolnej piwnicy w płytkim dole.
Świętokrzyski gang na celownik wziął hurtownie i samochody przewożące cenny ładunek. W materiałach ze śledztwa znajdujemy ślady akcji prowadzonych w Kielcach, Radomsku, Sanoku, Tarnowie, Sandomierzu czy Kraśniku. Gangsterzy wpadli przez małe urządzenie.Ta historia rozegrała się w lutym 2002 roku. Tir z papierosami jechał do Warszawy. Na jednym z parkingów gangsterzy uszkodzili zapewne koło samochodu. Po przejechaniu kilku kilometrów kierowca zauważył, że coś jest nie tak. Wysiadł z auta i poszedł sprawdzić koła. To wtedy zatrzymał się także osobowy samochód jadący za tirem. Wyskoczyło z niego kilku bandytów, którzy pobili kierowcę i przykuli go w zaroślach kajdankami do drzewa. W ręce przestępców wpadł towar o wartości 870 tys. złotych. Auto bez żadnych problemów dojechało do starej cegielni koło Bodzentyna w województwie świętokrzyskim.Bandyci zajęli się rozładunkiem, ale nie wiedzieli, że w samochodzie ukryty był lokalizator GPS.
Finałowa scena tej historii rozegrała się w niedzielę 29 września 2024 rok w Modliszewicach koło Końskich. 41-letni Damian M. spotkał znajomego, który zaprosił go do wspólnego picia alkoholu. Mężczyźni na miejsce pijackiej imprezy wybrali altankę stojąca niedaleko sklepu. 42-letni mężczyzna uczestniczący w libacji wstając przewrócił butelkę w której był jeszcze alkohol. To była iskra która doprowadziła do wybuchu.
Powracamy do opowieści o Tadeuszu Grzesiku, mieszkańcu podkieleckiej wioski, który stanął na czele gangu złożonego z grona zaufanych przyjaciół. Pod koniec lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku grupa Grzesika nawiązała współpracę z gangiem Janusza Treli, który bardziej jest znany jako „Krakowiak”.Jaki były związki pomiędzy bandytami? Dlaczego „Krakowiak” przyjechał do zajazdu w podkieleckiej miejscowości Leszczyny? Z kim się tam spotkał? Kim byli zamordowani na leśnym parkingu? Co stało się z policyjną notatką wskazującą potencjalnych sprawców?
Kiedy napastnik uciekł, na chodniku pozostało nieruchome ciało. Mężczyzna był ciężko ranny i godzinę później zmarł. Tragiczne wydarzenia miały miejsce 3 sierpnia 2014 roku w Kielcach.Wszyscy byli pewni, że ciosy zostały zadane nie zwykłym nożem, ale co najmniej tasakiem. Niektórzy mówili wręcz, że była to maczeta. Jeszcze w nocy miejsce ataku i zbrodni zarazem stało się terenem działań funkcjonariuszy policji. Okolicę zagrodzono taśmami, ustawiono dodatkowe lampy. Działania prowadzone tuż pod nosem mieszkańców sprawiły, że już skoro świt miasto obiegła sensacyjna informacja. Wszyscy dowiedzieli się, że zginął przedsiębiorca pogrzebowy, a jego śmierć to efekt porachunków biznesowych.Prawda o morderstwie była całkowicie inna.
W drugiej części historii świętokrzyskiego gangstera: Tadeusza Grzesika, czyli Kilera, przedstawiamy prawdopodobny przebieg wydarzeń, do jakich doszło 8 sierpnia 1986. Mimo wielu poszlak nigdy nie udowodniono mu tego zabójstwa. Wiele jednak wskazuje, że razem ze swoimi kumplami to on odpowiada za tą śmierć.Po kilku kolejnych miesiącach aresztowano co prawda trzy osoby, które przetrzymywano przez pewien czas w areszcie, ale ostatecznie nic im nie udowodniono. Aresztowanych wypuszczono, a sprawa pozostała nierozwiązana.W tym samym czasie zmieniły się tez metody działania świętokrzyskiego gangu, a to już za sprawą nawiązania nowych kontaktów.
Rozpoczynamy cykl słuchowisk dotyczących działań prawdopodobnie najbardziej krwawego gangu, jaki działał w Polsce i co ważne gangu składającego się z mieszkańców ziemi świętego Krzyża.Jego przywódca: Tadeusz Grzesik mieszkał z rodzicami w Woli Jachowej, niewielkiej wsi w województwie świętokrzyskim w gminie Górno. W materiałach prasowych niewiele mówi się o jego młodzieńczych latach. My staramy się odsłonić także te tajemnice.W zapiskach milicyjnych pojawił się, kiedy miał 17 lat. Odnotowano wtedy, że jest podejrzany o włamanie do szkoły, włamanie do samochodu i kradzież. To były jego pierwsze przestępcze szlify. Już wtedy w przestępczych działaniach pomagali mu: „Szangala” i „Świr”.
Ojciec podzielił gospodarstwo po równo pomiędzy bliźniaków z tym że jeden został także właścicielem domu i budynków gospodarczych. Bracia mieszkali jednak razem. Wojciech niedługo po śmierci ojca sprzedał część swojego gospodarstwa, a resztę oddał w dzierżawę. Za uzyskane pieniądze kupił narzędzia, a reszta poszła na alkohol.Coraz częściej dochodziło jednak do bójek, a ostatnia zakończyła się tragedią.
Gminą Osiek wstrząsnęła tragedia, do jakiej doszło, 22 września 2025 roku. Na terenie jednego z gospodarstw znaleziona została 52-letnia kobieta z obrażeniami głowy. W poważnym stanie trafiła do szpitala. Ustalono, że za czyn określony jako usiłowanie zabójstwa odpowiada jej mąż Józef Kozoduj. Mężczyzna odtąd zaczął się ukrywać, a ostatecznie po dwóch tygodniach znaleziono jego ciało.Niewiele osób wie, że pół roku wcześniej, 14 marca 2025 roku, Osiekiem wstrząsnęła inna tragedia. Od lat tajemnicą poliszynela była sytuacja jednej z rodzin. Wszyscy wiedzieli, że mężczyzna znęcał się psychicznie i fizycznie nad żoną. Dopiero kiedy doszło do tragedii, ludzie zaczęli się zastanawiać: czy musiało się tak stać?








