Discover
Łukasz Bzura W_CZYTANY - Klasyka literatury dla dzieci
Łukasz Bzura W_CZYTANY - Klasyka literatury dla dzieci
Author: Łukasz Jakub
Subscribed: 1Played: 6Subscribe
Share
© Łukasz Jakub
Description
Zrealizowano w ramach programu stypendialnego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego – Kultura w sieci. Podcast W_CZYTANY ma na celu prezentację największych dzieł literatury dziecięcej, inicjację literacką dziecka, upowszechnianie klasycznej narodowej i światowej literatury dziecięcej, edukację w zakresie przybliżania historii rozwoju języka polskiego, popularyzację cyfrowych mediów wśród najmłodszych, a przede wszystkim rekonstrukcję kodów kulturowo - społecznych w komunikacji międzypokoleniowej. Audycje podcastu będą zawierać realizacje autorów najwybitniejszych twórców literatury dzieci
82 Episodes
Reverse
Racja mocniejszego zawsze lepsza bywa,
zaraz wam tego dowiodę.
Gdzie bieży krynica żywa,
poszło jagniątko chlipać sobie wodę.
Wilk tam naszczo nadszedłszy, szukając napaści,
rzekł do baraniego syna:
»A któż to ośmielił waści,
że się tak ważysz mącić mój napitek?
Nie ujdzie ci bezkarnie tak bezecna wina«.
Baranek odpowiada, drżąc z bojaźni wszytek:
»Ach, Panie dobrodzieju! racz sądzić w tej sprawie
łaskawie.
Obacz, że niżej ciebie, niżej stojąc zdroju,
nie mogę mącić Pańskiego napoju«.
»Co? jeszcze mi zadajesz kłamstwo w żywe oczy?
Poczkaj-no języku smoczy.
Przed rokiem zelżyłeś mnie paskudnemi słowy«.
»Ja zaś? jeszczem i na to poprzysiąc gotowy,
że mnie zeszłego roku nie było na świecie«.
»Czy ty, czy twój brat, czy który twój krewny,
dość, że tego jestem pewny,
że wy mi sławę szarpiecie.
Wy, pasterze i z waszą archandryją całą,
szczekacie na mnie, gdzie tylko możecie,
muszę tedy wziąć zemstę okazałą«.
Po tej skończonej perorze
capes jak swego i zębami porze.
SŁOWNICZEK:
ARCHANDRYJA - ZGRAJA
PERORA - PRZEMOWA
Kupiwszy materklasów i wiatru, i dymu,
Powracał jeden łajdak na osiełku z Rzymu.
A upatrzywszy murawę, Puścił swe bydlę na trawę.
Nie trza było siwosza na powtórki prosić.
Wytarzał się, otrząsnął, potem sobie bryknął,
Wierzgnął, prytnął, chrapnął, ryknął,
Potem zaczął za dwóch kosić.
Wtem się z lasu ukazał zbójecki ochotnik.
„Uciekajmy!” ‒ rzekł pielgrzym.
„Czemu?” ‒ rzecze psotnik. ‒
Alboż mię to tam praca podwójna ma czekać?”
„Prawda, że nie!” ‒ rzekł pielgrzym i począł uciekać.
A osieł kończąc swoje: „Cóż mi na tym, proszę,
Czy mię kto darmo weźmie, czy od ciebie kupi?”.
Och! niech kto chce, co chce gada,
A ja zaś stąd wnoszę,
Że czasem jeździec więcej bywa głupi
Niż bydlę, na którym siada.
SŁOWNICZEK
Materklasy - graty, rupiecie.
Prawa są nasze jako pajęczyna:
bąk się przebije, a na muchę wina.
Słynął z dawności świat tym obyczajem
i teraz tego doznajem.
Widzieć mi się trafiło, kiedy raz nad oknem
ze swoim się misternym rozpościerał włoknem
i pełne na to wytrząsał brzemię
pająk, Lidyjskiej Arachny plemię.
Jak więc ów Feniks ptak za morzem rzadki,
co sam się na świat wydawa,
lub jak pelikan cud nieznanej matki,
co dzieci swą krwią napawa,
Pająk, tak mówię, ze swych wnętrzności
wydawa nici, z których sidła przędzie,
a kiedy je w nieścisłej powiąże chybkości,
we środku swej roboty sam potem usiędzie,
zatem się w kłębek uwinąwszy wcale
utai swą fortelność, widząc doskonale
i łowiąc bystrze, do stworzonej sieci
jeśli co wleci.
Strachając się do koła rodzaj letniej pory
ostrożnie wzlata i ostrożnie łazi,
drżą drobne muszki, motyle, komory,
kogoć albowiem zguba nie przerazi.
Aż tu bąk pierwszy, za fortel pajęczy
unosząc skrzydło, śmiało sobie brzęczy
i za nic ważąc nadstawioną zdradę,
przedrze się pędem przez wątłą zawadę
Wstrząśnie się pająk na tę moc, atoli
ulecieć jemu chcąc nie chcąc dozwoli.
Strasznyć to prawda, ale tego strachu
moc się nie boi przy słabym szyldwachu.
Więc nie zważając na grozę pająka,
i chrząszcz posunie za przykładem bąka,
a za nim i trzmiel i osa potem
silnym szarpnęły przelotem.
Kilka się ok zepsuło pajęczej zagrody,
z tym wszystkim, wytrzymując cierpliwie te szkody,
co żywo ze swej wybiega on kleci
i swoje naprawia sieci.
Zatem i mucha, gdy drugich ujrzała
przez słabe kraty lecących bezkarnie,
głupia, nie znając, że ma zginąć marnie,
lot swój tamtędy wymierzy zuchwała.
Aż przelatując, gdy do siatki wpadnie,
uwięzła zdradnie.
Pająk natychmiast po subtelnej sieci
skoczy co żywo i muszkę uchwyci.
Niestetyż, pocznie nieszczęsna narzekać,
silić się, targać, prosić się litośnie,
lecz ten ni mówić daje, ni uciekać,
trzeba dokonać żałośnie.
Próżno jemu swe głupstwo i błąd opowiada,
próżno się biedna drugich przykładami składa,
próżno skwirczy z boleści i żałośnie brzęczy,
mistrz ją okropny coraz bardziej dręczy,
to tylko powtarzając: »Mocniejszy na świecie
słabszego gniecie«.
Ta gdy się trzepie i próżno się kusi,
pająk ją zmęczy, wyssie i udusi
i tak nakoniec wyrzecze:
»Bójcie się, muszki, motyle, komory,
zbyt się unosić zuchwałemi pióry,
gdzie bąk i szerszeń i osa uciecze;
oto, za onych przykładem, ta mucha
wisi bez ducha«.
SŁOWNICZEK:
CHYBKOŚCI - CHWIEJNOŚCI
FORTELNOŚĆ - PODSTĘPNOŚĆ, POMYSŁOWOŚĆ
SZYLDWACH - STRAŻNIK
«Idźże precz, ty śmierdziucho, urodzona z kału!»
Temi słowy Lew Muchę zburczał niepomału,
Co koło niego brzęczała;
Ta mu też wojnę wydała:
«A cóż to? że więc jesteś królewska osoba,
Przeto już ci się ma godzić
Każdemu po głowie chodzić?
Wiedz, że ja żubra pędzę, gdzie mi się podoba,
Choć jest silniejszy od ciebie.»
Rzekłszy, bziknęła, niby trąbiąc ku potrzebie,
A potem, odleciawszy dla rozpędu w górę,
Paf go w szyję między kłaki!
Lwisko się rzuca jak waryat jaki,
Drapie, szarpie własną skórę,
Z ciężkiej złości piany toczy,
Ryczy, iskrzą mu się oczy.
Słysząc ten ryk, truchleją po dolinach trzody,
Drżą nawet leśne narody;
A te powszechne rozruchy
Były sprawą biednej Muchy,
Która Lwa to w łeb, to w pysk, to go coraz liźnie
Po uszach i po słabiźnie,
Nakoniec mu w nozdrze włazi,
Czem go najsrożej obrazi.
Już się też Lew natenczas rozjadł bez pamięci:
Ledwie się jadem nie spali,
Ogonem się w żebra wali,
Pazurami w nozdrzu kręci;
Zmordował się, zjuszył, spocił,
Aż się nakoniec wywrocił.
Mucha, rada, że wieczna pokryła ją sława,
Jak do potyczki grała, cofanie przygrawa;
A gdy chwałą zwycięztwa zaślepiona leci,
Wpada do pajęczej sieci.
Ta rzecz nas może tej prawdy nauczyć,
Że czasem nieprzyjaciel, co się słabym zdaje,
Może nam wiele dokuczyć.
I to także poznać daje,
Że, komu się zdarzyło Ocean przepłynąć,
Może na Dunajcu zginąć.
Onego czasu, gdy Zefir ciepławy
Sędzioły zmiatał i odmładzał trawy,
Gdy poczynało karmy brakować w stodole,
Poszły bydlęta żywić się na pole.
Pewny wilk także wtedy spacyerem chodził,
Który się całą zimę rozmyślaniem bawił,
Wielki post wiernie odprawił
Przez co się wielce wygłodził.
Po zejściu więc skorupy bieżąc koło błonia,
Ujrzał na czarny korzeń puszczonego konia.
Co za radość! Lecz chudziak, bojąc się nie sprostać:
„Szczęśliwy, — rzecze — który ciebie schrupał,
„Ej! czemuś ty nie baran? byłbym cię już łupał!
„A tak muszę frantować, ażeby cię dostać...
„Frantujmyż!“ Bierze zatym ułożoną minę,
Stąpa z partesów, nakształt karmnego prałata.
Powiada się być uczniem Hipokrata,
Ziółek szukanie kładzie za drogi przyczynę,
Których zna moc i własności,
I chce oddać usługę Jego Końskiej Mości,
Gdyż paść się tak, nie będąc wiązanym na linie,
Znaczy słabość w medycynie;
Lekarstwo tedy gratis oświadcza mu z duszy.
Pan Ogierowicz (nie w ciemię go bito):
„Mam, — rzecze — uczciwszy uszy,
„Sprośny wrzód, który mi się zakradł pod kopyto“.
„Nie troszcz się, moje dziecię!“ — jeśpan medyk mówi —
„Z skutecznych leków wzrosła moja sława,
„Każemy się wnet ustąpić wrzodowi,
„I cyrulictwo bowiem jest moja zabawa“.
Tymczasem z tyłu zachodzi,
Rzkomo nogę oglądać, a do brzucha godzi.
Zwąchnął koń i nie chce tego czekać losu;
Podnosząc nogę ochotnie,
Z całej siły jak go grzmotnie,
Z paszczy narobił bigosu.
„Au — zawył wilk — au! jakżem głupszy jest od osła!
„Chciałem się bawić zielnikiem,
„Będąc z natury rzeżnikiem!..“
Niechby każdy pilnował swojego rzemiosła!
SŁOWNICZEK:
spacyerem - spacerem
frantować - oszukiwać
karmnego - tłustego
jeśpan - jaśniepan
cyrulictwo - wykonywanie prostych zabiegów
zwachnął - zwąchał podstęp, spostrzegł się
Coby to była za szkoda!
O mało nie zginęła jedna myszka młoda,
szczera, prosta, niewinna... Przypadek ją zbawił.
To, co ona swej matce, ja wam będę prawił.
»Rzuciwszy naszych kryjówek głębiny,
dopadłam jednej zielonej równiny,
dyrdając, jako szczurek, kiedy sadło śledzi,
patrzę, aliści dwoje zwierząt siedzi.
Jeden z nich trochę dalej z milczeniem przystojnem
łagodny i uniżony,
drugi zaś zdał mi się być burdą niespokojnym,
w żółtym bucie z ostrogą chodził napuszony.
Ogon zadarł do góry,
lśniącemi błyskotał pióry,
głos przeraźliwy, na łbie mięsa kawał,
jak gdyby kto powykrawał.
Ręce miał, któremi się sam po bokach śmigał,
albo na powietrze dźwigał.
Ja, lubo z łaski Boskiej dosyć jestem śmiała,
ażem mu srodze naklęła,
bo mnie z strachu drżączka wzięła,
jak się wziął tłuc z tartasem obrzydły krzykała.
Uciekłam tedy do jamy;
bez niego byłabym się z zwierzątkiem poznała,
co kożuszek z ogonkiem ma, tak jak my mamy,
minka jego nie nadęta
i choć ma bystre ślepięta
dziwnie mi się z skromnego wejrzenia spodobał.
Jak nasze, taką samą robotą ma uszka,
coś go w nie ukąsiło, bo się łapką skrobał.
Szłam go poiskać, lecz mi zabronił ten drugi
tej przyjacielskiej usługi,
kiedy nagłego narobił łoskotu,
krzyknąwszy z gniewem: »kto to tu, kto to tu?!«
»Stój — rzecze matka — córko moja luba,
aż mrowie przechodzi po mnie...
Wieszli, jak się ten zowie, co tak siedział skromnie:
Kot bestyja, rodzaju naszego zaguba;
ten drugi był to kogut: groźba jego pusta
i przyjdą może te czasy,
że z jego ciała będziem jeść frykasy,
a zaś kot może nas schrusta.
Strzeż się tego skromnisia, proszę cię jedynie,
i tę zdrową maksymę w twej pamięci napisz:
nie sądź nikogo po minie,
bo się w sądzeniu poszkapisz«.
SŁOWNICZEK
ALIŚCI - A JEDNAK
DYRDAJĄC - BIEC MAŁYMI KROCZKAMI
BURDA - AWANTURNIK
TARTAS -HAŁAS
WIESZLI?- CZY WIESZ?
SCHRUSTA - SCHRUPIE, ZJE
POSZKAPISZ- POMYLISZ
KAŻDEJ MATCE JEJ DZIECI NAJPIĘKNIEJSZE.
Widząc sowa jastrząba, że na obłow leci
»Braciszku, waruj że mi«, rzecze, »pojeść dzieci.
A pamiętaj, żebyś się nie omylił w łowie:
ze wszystkich ptasząt będą najpiękniejsze sowie«.
Nie wymawia się jastrząb, bo słuszną rzecz słyszy:
z tym on na ptaki, ona leciała na myszy.
Toż gdy lotem nad puszczą krąży niedościgłem
widzi zieloną żołnę, widzi czyża z szczygłem,
szaromodre grzywacze, purpurowe gile,
i, jako na siostrzeńców, patrzy na nich mile.
Oczy napasł, garła nic. Kiedy w bliskim drzewie
młodych sowiąt postrzeże: »wej«, rzecze, »nagroda
Zawsze płaci pobożność. Puszczać się jej szkoda«.
Toż jedne do gardziela drobnym tka kawałkiem,
drugie dzieciom na gniazdo w szponach niesie całkiem.
W kilka dni potem, skoro onęż potka sowę:
»A także to, braciszku, trzymają umowę?«
A ów: »Nie trzeba na mnie swojej walić winy,
rzekłaś: co najpiękniejsze — moje mijaj syny«.
SŁOWNICZEK WKRÓTCE
WET ZA WET.
Przyszedł bocian na obiad proszony do liszki.
Dała kaszę na talerz, poziera gość łyżki,
bo nosem, jako szydłem, nic jej nie uczyni.
Tymczasem talerz z kaszą zliże gospodyni.
Dziękuje za cześć, chcąc wet bocian oddać wetem,
prosi, żeby też jego nie gardzić bankietem.
Uwarzywszy takiejże kasze, postawi ją
przed lisem, nalawszy dzban z długą, cienką szyją,
gdzie gospodarz aż do dna nos po oczy wtyka,
a gość liże po wierzchu dzban krajem języka.
Nie tak nazbyt konceptom chytry ufaj lisie,
kiedy zaprosisz gości, dajże im na misie,
żeby cię kiedy, tego przykładem bociana,
(choć ptak szczyry i prosty), nie karmiono z dzbana...
Figiel pies.
Dał mi ksiądz psa i rzeczą Figla i przezwiskiem.
Coś kazał z ziemie, z wody, wszytko znosił pyskiem,
Czapki na głowie, w ścienie doskakiwał noża,
Służył, krzykał a w drodze stanął mi za stroża,
Rozumiał obiecadło i pewne sylaby,
Pyska na chleb, za zdrowie nie otworzył baby,
Ażeś mu pannę wspomniał, umiał rożne szprince,
Nie mogł zginąć, bo wszytkie pamiętał gościńce,
Figiel a figiel cały, pannom chustki kradał,
Ze wszytkimi sztukami tylko, że nie gadał.
Trafiło się, żem w dom swoj zaprosił sąsiadow,
Więc to, co do ziemiańskich należy obiadow,
Kucharz gotuje: mięsa, zwierzyny i ptaki,
Panna: mleczka, papinki i insze przysmaki,
Żeby i syty znalazł co jeść z apetytem.
A to wszytko do sklepu wniesiono z korytem.
Patrzcież, co Figiel zrobił. Zakradszy się skrycie,
Jedno zepsował, drugie pojadł na korycie,
Jabłka tylko zostawił same a orzechy.
Co gdy powiadam gościom swym, nie bez uciechy, 20
Aż żona moja w słusznym odpowieda gniewie:
Odfiglowano mu też, bo wisi na drzewie.
Nie nadają się, rzekę, skwapliwe dekrety,
Niechajby był przynajmniej strawił nocne wety.
SŁOWNICZEK WKRÓTCE
NIEDOPERZ, NUREK I KIERZ JEŻYNOWY.
Nie bądź jako trzej towarzysze oni,
co handlowali z sobą w jednej toni:
Niedoperz, Nurek, z nimi kupiec nowy
Kierz jeżynowy.
Niedoperz wiele napożyczał worów
pełnych pieniędzy u swych kredytorów,
nurek też sobie wyborgował mnogich
klejnotów drogich.
Nabrał na srogi zapis pan Jeżyna
postawów sukna, co więc nie nowina,
to wszystko w jeden przeważna drużyna
okręt włożyła.
Na ich nieszczęście przyszedł wiatr przeciwny,
rozbił im okręt. Tam frasunek dziwny
przyszedł tak nagle na one spólniki:
zmylił im szyki.
Niedoperz gdy tam stracił główną sumę,
odmienił wnetże onę swoję dumę,
chroni się wednie swego kredytora,
czeka wieczora.
Strzeże się zawsze Wójtowskiego sługi,
by go nie pozwał do prawa o długi.
Więc przez cały dzień, bojąc się popłochu,
siedzi w maclochu.
Nurek, bojąc się też prawnych kłopotów,
zawsze na wodzie szuka swych klejnotów;
nurza się do dna, zaniechawszy chluby,
szuka swej zguby.
Jeżynowy Kierz, wetując swej straty,
hamuje ludzi, chwyta ich za szaty:
»Chodzisz, pry, z mego sukna w nowej szacie,
spraw mi się, bracie«.
A tak byś nie był, szyprze, Nurkiem owym
i Niedoperzem i Krzem jeżynowym,
spuszczaj swe własne i to się dzierż miary,
kładąc towary.
Po mału tedy do szczęścia przystępuj,
a szukając go, z granic nie występuj,
wszak powiedają, iż kto napomalej,
ten zajdzie dalej.
SŁOWNICZEK WKRÓTCE
Głową muru nie przebijesz.
LXVII. O MUSZE.
Mucha głodna, gdy garniec mięsa obaczyła
stojącego u ognia, na nie się spuściła,
to mięsa, to polewki co raz pożywając,
a potrzebie żołądka swego dogadzając.
I tak się pożądanej potrawy objadła,
że co raz chcąc wylecieć, znowu w garniec wpadła.
Wtym widząc śmierć przed sobą nic nic styskowała,
na onę przeszłą rozkosz miłe wspominała,
jako tam z wielkim smakiem i jadła i piła,
przetoż i śmierć cierpliwie tamże też znosiła.
Tak, jeśli się nam długo szczęśliwie powodzi,
nie mamy też narzekać, gdy zasię przychodzi
kłopot jaki. Uporem żaden nie utyje,
ani głową, mój bracie, muru nie przebije.
MAŁPA I DELFIN.
Świadczą to o delfinach dawne historyje,
że człowiekowi są tak przyjaznemi,
że gdy się z ludźmi okręt więc rozbije,
biorą ich na się i w brzeg płyną z niemi...
Doznał tej po nich ludzkości
on sławny Muzyk w starożytności
Arion, gdy go w Port Lacedemony
Delfinów hufiec cały conwojował
jakoby był z nimi w bractwie,
a on im Lutni swej wdzięcznemi tony
za wybawienie dziękował
płynąc na nich, jak na tratwie...
Ktoby rzekł, że takieć szczęście
i małpie się też trafiło,
ale to omyłką było...
Ta będąc także na jednym okręcie,
który się rozbił o skałę,
Delfin, to zwierzę tak dbałe
około zdrowia ludzkiego,
grzbieta jej także użyczył,
bo ją na chłopka małego
w opiniej swojej liczył.
Upłynąwszy nieco, chciał podiscurować
z człowiekiem, którego salwować
raczył z morskich nawałności...
I pytał małpy jeśli w znajomości
jej też jest Lacedemona.
Odpowiedziała, że z nią często conversuje,
że to jest zacna matrona...
Delfin obrócił głowę i consideruje
tego swego towarzysza.
Ale nic nie rzekł. Wkrótce znowu insza
przypadła jakaś questya,
w której małpa po swojemu
znowu się z prawdą i z rozumem mija.
Ale tu delfinowemu
oszukaniu stał się koniec;
kazał jej po morzu w taniec,
zrzuciwszy ją prędko z siebie:
»Człowiekam ja« — mówi jej — »szukał, a nie ciebie«.
Jest i ludzi takich wiele,
którzy o wszystkim discurują śmiele,
ale gdyby ich prawiąc nie słyszano,
to by ich za mędrszych miano.
SŁOWNICZEK WKRÓTCE
DWÓR PAŃSKI LWA.
Ne quid nimis.
— — — — — — Król Lew, chcąc poznać dworzany,
wszystkie swe, mówię, Poddane i Pany,
swój Uniwersał przy wielkiej pieczęci
wydał, kędy swe zaleciwszy chęci,
wszystkim na jeden dzień schodzić przykazał,
aby się w jego pałacu ukazał
każdy z poddanych. A ukaz cesarski
był groźny, jako jest czambuł tatarski.
Do tego w tymże skrypcie swym dokładał,
że w dzień, w który im przyście ich zakładał,
wszystkich częstować solenniter będzie.
Ten uniwersał publikowan wszędzie,
wszędzie poruszył poddane zwierzęta,
chłopy, mieszczany, szlachtę i książęta.
Schodzą się tedy i największe słonie
o wielkich uszach i małym ogonie,
i uzbrojone też Rynocerosy,
które to w rogach dziwnie noszą nosy;
aż od Szmorgonii walą się niedźwiedzie,
Wilk, Lis, Bóbr, Borsuk, każdy jak chce, jedzie
swoim powozem; zgoła i Kot morski;
każdy pokazał zwierz, że Lwa jest dworski.
A któż się zwierząt wszystkich narachuje,
dość mówić, że Lew wszystkich ich przyjmuje,
prosi na pałac, po prostu jaskini,
w której stolicę Państwa swego czyni.
A ta jaskinia, pełną będąc kości,
W nos uderzyła smrodem wielkim gości.
Niedźwiedź Grubijan, nic nie polityczny,
zatkał sobie nos garścią łapy śliczny.
Pojrzy surowo Lew na grubijana,
pyta: »czy śmierdzi izba jego Pana?«.
Niedźwiedź odpowie: »Jak wychodek śmierdzi«.
Aż Lew Król srogim gniewem się rozsierdzi,
za łeb Niedźwiedzia, uderzył o ziemię,
wycisnął duszę, rozbiwszy mu ciemię.
Tak nauczywszy Lew Bartnika mores,
uczył i drugich szanować Grandores.
Potem do Kota morskiego obróci
mowę, gdy każdy boi się i smuci:
»Kocie, śmierdzi tu?« On się bojąc dumy:
»Królu, tu pachnie nad Zybet, perfumy«.
»Jako?« — Lew krzyknie — »ty sobie przedrwiwasz,
łgarstwy, nieskładne pochlebstwa zażywasz«.
Chluśnie go łapą, aż mój Kot bez duszy,
wszyscy drżą goście, żaden się nie ruszy.
Nakoniec Pan Lew przywoływa Lisa:
»Ty francie, cobyś odrwiłby i Bisa,
powiedz, czy śmierdzi?« Lis ma respons skory:
»Darmo — rzekł — pytasz, bom na katar chory«.
Panowie dworscy, nie bądźcie Niedźwiedzie,
być Grubijanem w dworze się nie wiedzie;
nie bądźcie Kotem łgarskim i pochlibnym:
grozi upadkiem taki niepochybnym
proceder. Mówią, że kto łże i kradnie,
ten się pożywi i wszędzie i snadnie,
lecz, że i wisieć taki będzie snadni,
domyśl się każdy sam, obacz i zgadni.
Możesz zamilczyć prawdę podczas Panu,
jak Lis zamilczał, ucząc dworskich stanu.
CXVI. PRZYKŁAD O MAŁPIE I O BORSUKU.
Małpa, kiedy borsuka na polu potkała,
zaraz go: »Jak się masz, braciszku?« — pytała —
»pożyczcie mi sta grzywien, bo mam iść za góry;
może się tam pozyskać potym tysiąc który,
a ja z tobą na poły rozdzielę się zyskiem;
i swym, co będę miała, tak wiedz pewnie, wszystkiem«.
Borsuk tak rzekł: »Pożyczę, bo jednak śpię wiele,
a takowa mi przyjaźń nie da usnąć śmiele.
Stawże tylko rękojmie, cyrograf nagotuj,
toż w ten czas o pieniądzach śmiele ze mną rokuj«.
Małpa zaraz cyrograf borsukowi dała,
byka do rękojemstwa z wołem zawołała.
Odebrawszy pieniądze, zaraz odbieżała,
więcej się borsukowi już nie pokazała.
Borsuk, będąc oszukan, rękojmie pozywał,
k onemu cyrografu przed sędziego rok dał.
Lecz się rękojmie z niego potym naśmiewali,
te jego prośby częste wszystkie na żart brali.
Ale sędzia rozkazał, by mu zapłacili
to, co w on czas za małpę listownie ręczyli;
a oni, iż nie mieli pieniędzy mu płacić,
wnet musieli borsuka gwałtownie zatracić.
On nieborak, gdy zdychał, te słowa powiedział:
aby je i na potym każdy człowiek wiedział:
Qui non cupit mutuare, nunquam cupit litigare.
I u nas dzisich wieków ludzie to działają,
że własne przyjacioły o to zabijają:
gdy mu się upomina tego, co pożyczył
będzie prędko zęby swe od kamienia liczył.
SŁOWNICZEK WKRÓTCE
SŁOWNICZEK :
OBIESIĆ = POWIESIĆ
ROZNIEMÓGŁ = ZANIEMÓGŁ / ZACHOROWAŁ
LISZKA = LISICA
NAZAD = Z POWROTEM
NIE ZNAŁA = NIE ZNALAZŁA
WE KRZU = W KRZAKACH
SŁOWNICZEK:
Wierę - zaprawdę, zaiste, niewątpliwie
Spólny ratunk = wzajemna pomoc
Ulży mi = pomóż
Bezecny = bezwstydny
Przyrodzenie = wrodzona natura
SŁOWNICZEK:
ZA GARDŁO = NA ŚMIERĆ
ŁACNO = ŁATWO
ANI WZWIEMY = ANI SIĘ NIE SPOSTRZEŻEMY
SŁOWNICZEK:
WŁÓCZYĆ = NOSIĆ, ZBIERAĆ Z TRUDEM
WZWIEMY = SPOSTRZEŻEMY SIĘ
NIE KRZYW = NIE WINIEN
DRAPIE = ŁAPIE
PANIEJ = PANNIE
LEDWE = LEDWO
SŁOWNICZEK:
Wici = starodawny sposób zwoływania wojowników i rycerzy na wyprawę wojenną / symbol kary
Poruczyć = powierzyć
Nadziewa = spodziewa z nadzieją
SŁOWNICZEK:
MIEDŹWIEDŹ = NIEDŹWIEDŹ
OBESZLI = OKRĄŻYLI
DUSZĘ ZATAIŁ = UDAŁ MARTWEGO
CHOWAŁ = ZACHOWAŁ / ZAPAMIĘTAŁ























