Discover
Układ Sił
485 Episodes
Reverse
Wygaśnięcie traktatu New START nie oznacza, że lada chwila wybuchnie wojna nuklearna, ale powinno być powodem do niepokoju – stwierdził Dmitrij Miedwiediew, wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej. Miedwiediew podpisał ten dokument w 2010 roku, gdy był prezydentem.W roku 2021 został on przedłużony o 5 lat przez Władimira Putina i Joe Bidena. W najbliższy czwartek, 5 lutego, porozumienie wygasa. W ramach New START Waszyngton i Moskwa zgodziły się ograniczyć liczbę gotowych do użycia strategicznych głowic nuklearnych do 1550, a liczbę środków przenoszenia – samolotów oraz pocisków wystrzeliwanych z okrętów podwodnych i lądu – do 700. W 2023 roku Rosja, a następnie Stany Zjednoczone zawiesiły respektowanie postanowień traktatu, mówiących o wzajemnej kontroli poprzez inspekcje. Oba państwa deklarowały jednak stosowanie się do zapisów dotyczących limitu głowic. Traktat nie może być więcej przedłużany. W sierpniu zeszłego roku Putin zaproponował, by obie strony zobowiązały się nieformalnie do respektowania nałożonych przez niego limitów jeszcze przez rok. Stany Zjednoczone nie odpowiedziały oficjalnie na tę propozycję. W pierwszej połowie stycznia prezydent USA Donald Trump powiedział w wywiadzie dla The New York Times, że „jeżeli traktat wygaśnie, to wygaśnie” i wtedy zawrze się lepszą umowę. Sygnalizował, że chce zastąpić New Start układem, który obejmie też Chiny, ponieważ według analiz amerykańskich, szybko rozbudowują one swój arsenał nuklearny. Pekin jednak odrzuca tę propozycję. Tłumaczy Marek Budzisz, ekspert ds. Rosji i postsowieckiego Wschodu.
Władze Chin wydały zgodę trzem rodzimym firmom technologicznym na zakup chipów H200 produkowanych przez amerykańską Nvidię – twierdzą źródła Agencji Reutera. Chodzi o Tencent, Alibabę i ByteDance. Łącznie mogą one sprowadzić nieco ponad 400 tys. procesorów. Zgodzie towarzyszą jednak pewne bliżej nieokreślone warunki i nie jest jasne, czy spółki zdecydują się je spełnić.Wcześniej media informowały m.in. o propozycji, by liczba chipów zagranicznych stanowiła określony odsetek tych kupowanych przez daną firmę w kraju. Władze w Pekinie chcą uniknąć zależności od technologii ze Stanów Zjednoczonych i stosowały naciski, by zniechęcić rodzimych gigantów do kupowania procesorów Nvidii. Żadna chińska firma nie oferuje jednak produktów tej klasy, co rodzi obawy, że kraj pozostanie w tyle w dziedzinie sztucznej inteligencji.Waszyngton do niedawna także blokował sprzedaż zaawansowanych chipów do Chin z obawy przed tym, że mogą one posłużyć do rozwoju nowoczesnego uzbrojenia. Prezydent USA Donald Trump zezwolił jednak niedawno na dostawy H200, czyli drugiego najlepszego procesora w ofercie Nvidii. Odsetek dostarczonych chińskim podmiotom układów scalonych nie będzie mógł przekroczyć 50 proc. sprzedaży klientom amerykańskim. Odbiorcy z państwa środka będą musieli udowodnić, że przestrzegają procedur bezpieczeństwa oraz nie będą mogli wykorzystywać urządzeń do celów wojskowych. Nvidia zapłaci też 25-procentowy podatek od zysków w Państwie Środka. Administracja Trumpa argumentowała, że obostrzenia spowodują jedynie wyparcie amerykańskich podmiotów z Chin. W zeszłym miesiącu Reuters informował, że chińskie firmy złożyły zamówienia na 2 mln sztuk H200. Tłumaczy Tomasz Smolarek, doradca inwestycyjny i ekspert branży półprzewodnikowej.
Unia Europejska i Indie ujawniły założenia umowy handlowej. Bruksela informuje, że dzięki niej eksport do Indii wzrośnie o ponad 107 proc. do roku 2032, a oszczędności na opłatach wyniosą 4 mld euro rocznie. Nowe Delhi zobowiązało się obniżyć cła na europejskie samochody ze 110 proc. najpierw do 30-35 proc., a ostatecznie do 10 proc. w ciągu 5 lat. Zobowiązanie to dotyczy kwoty 250 tys. pojazdów w ciągu roku i tylko tych, których cena przekracza 15 tys. euro. Wbrew obawom udało się osiągnąć porozumienie ws. niektórych produktów rolnych i spożywczych. Indyjskie cła na mocne alkohole zostaną obniżone do 40 proc., na wina początkowo do 75 proc., a następnie 20 proc, a stawki na soki owocowe, piwa bezalkoholowe, oliwę z oliwek i przetworzoną żywność zostaną zredukowane do zera. Unia Europejska podtrzyma cła chroniące producentów wyrobów wrażliwych, takich jak wołowina, drób, cukier czy pszenica.Nowe Delhi informuje o zniesieniu unijnych ceł na 99 proc. towarów z Indii. Wspólnota ma też zezwolić na bezcłowy import dużej ilości stali z tego kierunku. Konkretna kwota nie została jednak podana, ponieważ wymaga to uzgodnień z innymi zewnętrznymi dostawcami. Rozmowy na temat porozumienia handlowego rozpoczęły się w 2007 roku. Zostały następnie wstrzymane w 2013 i wznowione w 2022 r. Nabrały rozpędu, gdy Donald Trump ogłosił wprowadzenie ceł w ramach tzw. Dnia Wyzwolenia, a przyspieszyły jeszcze bardziej, gdy nałożył 50-procentową podstawową stawkę celną na Indie w związku kupowaniem przez nie rosyjskiej ropy. Umowa musi teraz przejść odpowiedni proces legislacyjny w Unii Europejskiej. Tłumaczy dr Piotr Arak, główny ekonomista Velo Banku oraz ekspert Atlantic Council
W Stanach Zjednoczonych narasta napięcie po śmierci uczestnika protestów przeciwko rządowej kampanii wymierzonej w nielegalnych migrantów w Minneapolis. 37-letni Alex Pretti został postrzelony przez funkcjonariusza Urzędu ds. Imigracji i Egzekwowania Ceł, znanego jako ICE.Senator Chuck Schumer, lider Demokratów w Kongresie zapowiedział, że jego partia będzie głosować przeciwko przyznaniu finansowania Departamentowi Bezpieczeństwa Krajowego, któremu podlega ICE. Jeżeli ustawa gwarantująca środki na działalność dla rządu nie zostanie przyjęta do 30 stycznia, Stany Zjednoczone znów czeka tzw. shutdown. To sytuacja, w której administracja musi radykalnie ograniczyć działalność.Prezydent Donald Trump za tragedię w Minneapolis obwinił Demokratów. W mediach społecznościowych napisał, że partia swoją polityką migracyjną wywołała chaos, w wyniku którego giną amerykańscy obywatele. W rozmowie z The Wall Street Journal Trump nie odpowiedział jednoznacznie na pytanie, czy funkcjonariusz postąpił właściwie strzelając do Prettiego. Powiedział, że sprawa jest analizowana. Wcześniej, 7 stycznia, z rąk oficera ICE zginęła 37-letnia Renee Good. Zaraz po tym Trump napisał w mediach społecznościowych, że funkcjonariusz działał w obronie własnej, a kobieta próbowała go przejechać samochodem. Część kongresmenów Partii Republikańskiej domaga się niezależnego śledztwa, twierdząc, że zdarzenia te prowadzą do podważenia dobrego imienia amerykańskich służb. Według sondażu przeprowadzonego przez Agencję Reutera, 39 proc. ankietowanych wyborców Republikanów uważa, że służby zwalczające nielegalną migrację powinny minimalizować szkody nawet, jeżeli spowoduje to spadek ich skuteczności. W listopadzie w Stanach Zjednoczonych odbędą się wybory parlamentarne środka kadencji. Ostatnie sondaże dają przewagę Demokratom. Tłumaczy Rafał Michalski, amerykanista i współpracownik Układu Sił.
Większą część przemówienia na Forum Ekonomicznym w Davos Donald Trump poświęcił sprawom wewnętrznym Stanów Zjednoczonych. Mówił o uszczelnieniu granicy, działaniach na rzecz zmniejszenia cen energii oraz rozwoju gospodarczym. Prezydent USA odniósł się jednak także do Grenlandii i Ukrainy. Trump stwierdził, że szanuje mieszkańców Grenlandii i Danii, jednak wyspa jest potrzebna jego krajowi ze względów bezpieczeństwa. Przypomniał, że siły amerykańskie zajęły ją w trakcie II wojny światowej, gdy Kopenhaga uległa Niemcom. Ocenił, że Stany Zjednoczone podjęły następnie głupią decyzję, oddając ją Danii po wojnie. Zarzucił Duńczykom, że nie zrobili nic, by zwiększyć zdolności obronne na wyspie. Według Trumpa Dania, jak i Sojusz Północnoatlantycki są niewdzięczne. Przez cały okres istnienia NATO, jak stwierdził, Amerykanie gwarantowali Europejczykom bezpieczeństwo, nie otrzymując nic w zamian. Teraz domagają się, jak powiedział, kawałka lodu, który tylko oni potrafią zabezpieczyć. Trump ocenił, że NATO będzie silniejsze, jeżeli to nastąpi. Jednocześnie stwierdził, że Stany Zjednoczone z pewnością staną w obronie sojuszników w razie zagrożenia, ma jednak wątpliwości, czy pozostali członkowie postąpiliby tak samo względem jego kraju. Prezydent USA przekazał, że Grenlandia jest potrzebna nie z powodu surowców naturalnych, a swojego strategicznego położenia. Mają na niej powstać elementy tzw. Złotej Kopuły, czyli systemu chroniącego Stany Zjednoczone przez pociskami międzykontynentalnymi, głównie z Chin i Rosji. Trump powiedział, że nie użyje siły, by ją zająć – liczy na negocjacje w sprawie jej zakupu. W przypadku Ukrainy prezydent ocenił, że nie jest to bezpośredni problem USA, ponieważ znajdują się one po drugiej stronie oceanu. Zależy mu jednak na zakończeniu krwawej wojny. Stwierdził, że rozwiązania szukają także prezydenci Rosji Władimir Putin i Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Tłumaczy dr Marek Stefan, zastępca redaktora naczelnego Układu Sił.
Donald Trump zagroził, że nałoży 200-procentowe cła na francuskie wina i szampany, jeżeli prezydent Francji nie zgodzi się wstąpić do Rady Pokoju. Organ ten w zamyśle Trumpa ma zajmować się rozwiązywaniem konfliktów na świecie. Zaproszenie do dołączenia otrzymało 60 światowych przywódców. Emmanuel Macron miał, według doniesień medialnych, nie wykazać zainteresowania członkostwem. Do rady zaproszony został także prezydent Rosji Władimir Putin.Trump upublicznił też w mediach społecznościowych wiadomość, którą miał wysłać mu francuski przywódca. Macron zaproponował w niej zorganizowanie spotkania grupy G7 z udziałem Ukrainy, Rosji i Danii w czwartek. Napisał też, że nie rozumie jego postępowania w związku z Grenlandią.Prezydent USA ujawnił także treść wiadomości mającej pochodzić od sekretarza generalnego NATO. Mark Rutte chwalił w niej osiągnięcia Trumpa w Syrii, na Ukrainie i w Strefie Gazy. Napisał też, że liczy na wypracowanie rozwiązania ws. Grenlandii.Z kolei rząd Norwegii udostępnił wymianę wiadomości pomiędzy premierem tego kraju a Donaldem Trumpem. Jonas Gahr Støre napisał do amerykańskiego przywódcy, że proponuje rozmowę telefoniczną w imieniu swoim i prezydenta Finlandii Alexandra Stubba. Trump miał odpisać, że Norwegia nie przyznała mu pokojowej nagrody Nobla, mimo że doprowadził do zakończenia ponad ośmiu wojen i w związku z tym nie czuje się dalej zobowiązany, by myśleć jedynie o pokoju. Dania, jak stwierdził, nie potrafi ochronić Grenlandii przed Rosją i Chinami, a jej prawo do wyspy opiera się jedynie na tym, że kiedyś dotarły do niej duńskie łodzie. Europejscy przywódcy liczą, że uda się porozumieć z Trumpem podczas forum ekonomicznego w Davos. Prezydent Stanów Zjednoczonych ma się tam pojawić w środę. W Unii Europejskiej dyskutuje się także o środkach odwetowych w związku z groźbami celnymi Trumpa i wypowiedziami na temat Grenlandii. Niepokój narasta też w szeregach samej Partii Republikańskiej Stanów Zjednoczonych. Tłumaczy Rafał Michalski, amerykanista i współpracownik Układu Sił.
Ambasadorowie państw Unii Europejskiej zgodzili się, że należy zintensyfikować działania ws. Grenlandii i nacisków Donalda Trumpa. Amerykański prezydent zapowiedział nałożenie 10-procentowych ceł na państwa, które uczestniczyły w misji wojskowej na wyspie. Chodzi o Danię, Francję, Wielką Brytanię, Niemcy, Holandię, Finlandię, Szwecję i Norwegię. W czwartek odbędzie się specjalny szczyt Rady Europejskiej w tej sprawie. Wstępnie rozważane się dwie możliwości odpowiedzi. Pierwsza to wprowadzenie pakietu ceł na towary amerykańskie, których roczny import do UE jest wart 93 mld euro. To rozwiązanie zostało przygotowane już w zeszłym roku, gdy Trump ogłosił tzw. dzień wyzwolenia i wysokie stawki celne dla kilkudziesięciu państw na świecie. Nie zostało ono jednak ostatecznie wprowadzone, ponieważ udało się osiągnąć porozumienie ws. wzajemnego handlu. Nie jest jasne, czy umowa ta zostanie przyjęta, ponieważ wielu europosłów zapowiada zamrożenie jej ratyfikacji. Druga możliwość to użycie tzw. bazooki, czyli instrumentu przeciwko naciskowi. W jego ramach Komisja Europejska mogłaby wykluczyć amerykańskie podmioty z zamówień publicznych lub ograniczyć sprzedaż usług, w tym cyfrowych. W handlu nimi z Unią Europejską Stany Zjednoczone mają nadwyżkę. Za tym rozwiązaniem opowiada się Francja. Państwa europejskie liczą jednak także, że uda się porozumieć z Donaldem Trumpem podczas rozpoczynającego się forum ekonomicznego w Davos. Prezydent USA w ostatnim czasie zaczął coraz głośniej domagać się kontroli nad Grenlandią, ze względu na bezpieczeństwo narodowe oraz znajdujące się tam zasoby naturalne. Z kolei Scott Bessent, sekretarz skarbu w jego administracji powiedział, że Grenlandia musi zostać przejęta przez Stany Zjednoczone ze względu na słabość Europy. Tłumaczy Marek Budzisz.
Rosja jest gotowa przywrócić relacje z Europą do poziomu sprzed wojny – powiedział jej prezydent Władimir Putin. Słowa padły podczas uroczystości powitania nowo przybyłych do Moskwy ambasadorów. Putin wyraził żal, że kontakty oficjalne i biznesowe zostały zamrożone oraz powiedział, że chciałby wierzyć, że sytuacja się zmieni i możliwy będzie powrót do normalnego, konstruktywnego dialogu. Podkreślił jednak, że warunkiem wstępnym jest szacunek dla narodowych interesów i obaw związanych z bezpieczeństwem. Putin ocenił, że relacje jego kraju z Europą mają głębokie historyczne korzenie i jest wiele przykładów partnerstwa przynoszącego korzyści obu stronom oraz wzajemnego wzbogacenia kulturowego. W zeszłym tygodniu premier Włoch Giorgia Meloni wezwała do powołania specjalnego wysłannika Unii Europejskiej ds. wojny na Ukrainie. Powinien on, jej zdaniem, rozmawiać także z Rosją. Meloni oceniła, że unia, jeżeli chce uczestniczyć w procesie pokojowym, powinna utrzymywać kontakty z dwoma stronami konfliktu. Powinna za to odpowiadać jedna osoba, ponieważ do tej pory brakowało spójności w działaniach dyplomatycznych. W grudniu z kolei prezydent Francji Emmanuel Macron stwierdził, że należy wrócić do bezpośrednich rozmów z Moskwą. Zastrzegł jednak, że muszą się one odbywać w pełnej przejrzystości wobec Ukrainy. Spotkało się to z pozytywną odpowiedzią Kremla, a Paryż zapowiedział przedstawienie propozycji formatu takich rozmów w ciągu kilku tygodni.Tłumaczy Kuba Benedyczak, redaktor Układu Sił i analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
Decyzja o zgodzie na sprzedaż chipów Nvidii H200 do Chin budzi niepokój w Stanach Zjednoczonych. Zezwolenie wydała administracja prezydenta Donalda Trumpa. Procesory przed wysyłka będą musiały zostać sprawdzone pod kątem wydajności. Odsetek dostarczonych chińskim podmiotom układów scalonych nie będzie mógł przekroczyć 50 proc. sprzedaży klientom amerykańskim. Odbiorcy z państwa środka będą musieli udowodnić, że przestrzegają procedur bezpieczeństwa oraz nie będą mogli wykorzystywać produktów Nvidii do celów wojskowych. Trump zapowiadał ten ruch od pewnego czasu, dodając, że amerykański producent będzie musiał zapłacić 25-procentowy podatek od dochodów w Chinach. H200 to drugi najpotężniejszy procesor Nvidii używany do rozwoju sztucznej inteligencji. Część kongresmenów i ekspertów, w tym z Partii Republikańskiej lub związanych niegdyś z obozem Trumpa twierdzi, że krok ten sprowadza niebezpieczeństwo na Stany Zjednoczone. Obawy dotyczą tego, że dzięki nowym technologiom Chiny będą rozwijać elektroniczne środki walki, autonomiczne drony, broń biologiczną czy zdolności wywiadowcze. Administracja Trumpa twierdzi jednak, że jeżeli chipy Nvidii będą dostępne w Chinach, rodzime podmioty, takie jak Huawei, nie będą miały motywacji by samemu tworzyć takie urządzenia. Pekin przymusza chińskie firmy, by nie korzystały z procesorów amerykańskich producentów. Jak dowiedziała się Agencja Reutera, władze przekazały organom celnym, że H200 nie mogą wjechać do kraju. Tłumaczy dr Marek Stefan, zastępca redaktora naczelnego Układu Sił.
Chiny raportują największą w historii nadwyżkę w handlu zagranicznym. W zeszłym roku wyniosła ona prawie 1,2 bln dolarów, mimo wojny celnej ze Stanami Zjednoczonymi. Sprzedaż do tego kraju spadła o 20 proc. Całkowity eksport wzrósł jednak o 6,6 proc. w grudniu rok do roku. Odpowiadały za to kierunki takie jak Afryka, państwa Azji Południowo-Wschodniej oraz Unia Europejska. Do najwyższego poziomu od roku 2014 wzrosła też sprzedaż za granicę metali ziem rzadkich, mimo że Pekin wprowadził obostrzenia na ich eksport. Rekordową wielkość osiągnął import soi, choć wzrost notowany był głównie z kierunku południowoamerykańskiego, a nie z USA. Chiny są największym na świecie importerem żywności a zwiększenie zakupów w Stanach Zjednoczonych było przedmiotem rozmów z Waszyngtonem. Prezydent tego kraju Donald Trump przekazał, że w jego ocenie Pekin może bardziej otworzyć się na amerykańskie towary. Jednocześnie zagroził, że nałoży 25-procentowe cła na państwa handlujące z Iranem. Chiny są największym partnerem handlowym Republiki Islamskiej. Część analityków ocenia, że Chiny będą rozszerzać swój udział w globalnym rynku m.in. dzięki lokowaniu produkcji za granicą. Działanie to pozwala na ominięcie ceł i łatwiejszą sprzedaż. Wiele państw obawia się jednak zalewu rodzimych rynków produktami chińskimi oraz nadmiernego uzależnienia od dostaw kluczowych towarów z Państwa Środka. Tłumaczy Krzysztof Karwowski, ekspert ds. Chin i współpracownik Układu Sił.
Ministerstwo spraw zagranicznych Iranu przekazało, że Teheran utrzymuje otwarte kanały komunikacji z Waszyngtonem. Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump poinformował, że możliwe jest spotkanie przedstawicieli jego administracji z władzami Republiki Islamskiej. Jednocześnie powtórzył groźby dotyczące możliwej amerykańskiej interwencji. W Iranie od końca grudnia trwają demonstracje. Według organizacji HRANA, zajmującej się walką o prawa człowieka w tym kraju, zginęły w nich już 544 osoby, w tym 48 funkcjonariuszy organów bezpieczeństwa. Ponad 10 tys. ludzi zostało zatrzymanych. Szacunki utrudnia jednak fakt, że władze Iranu zablokowały dostęp do internetu na jego terenie. Teheran twierdzi, że za przelew krwi odpowiedzialni są wspierani przez Stany Zjednoczone i Izrael terroryści. Protesty wybuchły z powodu trudności gospodarczych, w tym wysokiej inflacji. Z czasem jednak część demonstrantów zaczęła domagać się końca rządów szyickich duchownych. Trump we wtorek miał spotkać się z doradcami, by omówić dalsze postępowanie wobec Iranu. Według The Wall Street Journal, rozważano interwencję zbrojną, użycie tajnej broni elektronicznej, rozszerzenie sankcji oraz pomoc dla sił antyrządowych. Prezydent USA przekazał reporterom, że władze w Teheranie chcą rozmawiać z nim na temat przyszłości irańskiego programu nuklearnego. Jego rozwój stał się przyczyną ataków powietrznych, przeprowadzonych przez Stany Zjednoczone i Izrael w czerwcu. Trump twierdzi, że może być on nadal prowadzony. Tłumaczy Marcin Krzyżanowski, ekspert ds. Bliskiego Wschodu i współpracownik Układu Sił.
Rosja twierdzi, że uderzyła w zachodnią Ukrainę pociskiem Oriesznik. Został wystrzelony z poligonu Kapustin Jar w obwodzie astrachańskim. Miała być to odpowiedź na rzekome zaatakowanie dronami rezydencji Wałdaj Władimira Putina w zeszłym miesiącu. Kijów zaprzeczał, że dokonał takiego uderzenia. Według źródeł The Wall Street Journal, CIA także nie potwierdza rosyjskiej wersji. Również prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump z czasem stwierdził, że nie wierzy, że rezydencja została zaatakowana. Z komunikatu Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej wynika, że celem ataku na Ukrainę były zakłady produkcji dronów oraz infrastruktura energetyczna. W nalocie użyto także bezzałogowców i pocisków precyzyjnych dalekiego zasięgu. Burmistrz Lwowa potwierdził, że uderzony został obiekt infrastruktury krytycznej. Ukraińskie siły zbrojne przyznały, że Rosja użyła Oriesznika. W listopadzie 2024 roku siły rosyjskie uderzyły tym pociskiem w zakłady Piwdenmasz w ukraińskim Dnieprze. Firma ta zajmuje się produkcją rakiet. Putin twierdził wówczas, że ten pocisk balistyczny średniego zasięgu jest nie do zatrzymania przez istniejące systemy obrony powietrznej, ponieważ osiąga prędkość dziesięciokrotnie większą niż dźwięk. Według rosyjskiego prezydenta, Oriesznik jest też zdolny do dokonywania zniszczeń porównywalnych do broni jądrowej nawet, gdy jest wyposażony w głowice konwencjonalne. Wielu zachodnich analityków wątpi jednak w te informacje. W grudniu Rosja opublikowała nagranie z rozmieszczenia pocisków Oriesznik na Białorusi. Pocisk ten według różnych źródeł ma zasięg do 5,5-6 tys. km.
Francuscy rolnicy zablokowali drogi oraz wjechali do Paryża w ostatnim wyrazie sprzeciwu wobec umowy Mercosur. Na piątek przewidziane jest głosowanie w tej sprawie na poziomie Unii Europejskiej. Jeżeli porozumienie zostanie przyjęte, przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen w przyszłym tygodniu uda się do Ameryki Południowej, by je podpisać.Nie jest jednak jasne, czy uda się zebrać większość kwalifikowaną. Francja i Polska sprzeciwiają się umowie. W grudniu wątpliwości wyraziły też Włochy, co spowodowało przesunięcie głosowania. Niejasne jest również stanowisko Czech i Rumunii. By przekonać wahające się kraje, Von der Leyen zaproponowała ułatwienie dostępu do unijnych pieniędzy dla rolników w ramach Wieloletnich Ram Finansowych na lata 2028-2034. Chodzi o kwotę 45 mld euro, która miałaby trafić do nich w pierwszym roku funkcjonowania budżetu. Premier Włoch Georgia Meloni stwierdziła, że jest to dobry krok w negocjacjach dotyczących kolejnych ram, ale nie odniosła się do Mercosur. Natomiast ministrowie spraw zagranicznych i rolnictwa w środę pozytywnie wypowiadali się na temat umowy, nazywając ją wielką szansą i mówiąc o płynących z niej korzyściach. Porozumienie z krajami Mercosur, czyli Argentyną, Boliwią, Brazylią, Paragwajem i Urugwajem ma znieść większość barier celnych pomiędzy tym blokiem a Unią Europejską. Liczą na nie europejscy producenci wyrobów przemysłowych, szczególnie branża motoryzacyjna. Rolnicy obawiają się jednak konkurencji z Ameryki Południowej.Tłumaczy Bartosz Mielniczek, ekspert ds. bezpieczeństwa żywnościowego z Klubu Jagiellońskiego.
Biały Dom przekazał, że Donald Trump rozważa różne opcje przejęcia Grenlandii. W komunikacie napisano, że w ocenie prezydenta kontrola nad wyspą jest priorytetem w zakresie bezpieczeństwa narodowego i jest niezbędna w celu odstraszania przeciwników w rejonie arktycznym. W celu jej zdobycia możliwe jest także użycie sił zbrojnych. W mediach pojawiają się różne spekulacje na temat tego, jak Stany Zjednoczone mogłyby to zrobić. Jedną z możliwości jest zawarcie z jej władzami układu o stowarzyszeniu, na wzór Mikronezji, Wysp Marshalla czy Palau. Umowa taka nie pozbawia państw niepodległości, ale zezwala na swobodne funkcjonowanie sił zbrojnych USA na ich terenie. Grenlandia nie jest jednak niepodległa, jest terytorium samorządnym, zależnym od Danii. Na mocy ustawy z 2009 roku ma jednak prawo do ogłoszenia niepodległości w drodze referendum. Według sondażu z 2025 roku 56 proc. respondentów popiera ten krok. Jednak 85 proc. mieszkańców nie chce, by wyspa stała się częścią Stanów Zjednoczonych. Sekretarz stanu USA Marco Rubio miał powiedzieć kongresmenom podczas niejawnego spotkania, że w pierwszej kolejności administracja chce kupić wyspę od Danii. Część amerykańskich ustawodawców, w tym z Partii Republikańskiej, sprzeciwia się jednak naciskom na Kopenhagę w tej sprawie, argumentując, że jest to działanie niestosowne wobec lojalnego sojusznika. Przywódcy Danii, Francji, Niemiec, Polski, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i Włoch wydali oświadczenie, że bezpieczeństwo w Arktyce musi być gwarantowane wspólnie w ramach NATO oraz z poszanowaniem Karty Narodów Zjednoczonych, w tym integralności terytorialnej państw. Tłumaczy Rafał Michalski, amerykanista i współpracownik Układu Sił.
Delcy Rodriguez powiedziała, że zaprasza rząd Stanów Zjednoczonych do ustalenia agendy współpracy. Zastępuje ona Nicolasa Maduro, przywódcę Wenezueli, który został pochwycony przez siły amerykańskie w Caracas i przetransportowany do Nowego Jorku, gdzie ma usłyszeć zarzuty związane z narkoterroryzmem. W operacji zginęło 32 obywateli kubańskich: wojskowych i funkcjonariuszy wywiadu. Prawdopodobnie służyli oni jako ochrona Maduro. Rodriguez wcześniej nazwała amerykańską operację kolonialnym przejęciem złóż ropy. Zmiana tonu nastąpiła po tym, jak prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump zagroził kolejnym atakiem, jeżeli nie będzie woli współpracy w zakresie eksploatacji surowca oraz zatrzymania przemytu narkotyków. Wcześniej Trump twierdził, że USA przejmą tymczasową kontrolę nad Wenezuelą.Rosja i Chiny potępiły działania Stanów Zjednoczonych. Poparły także wniosek Kolumbii o zwołanie posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ w tej sprawie. Moskwa wezwała też do uwolnienia Maduro. Waszyngton nie uznaje go za prawowitego prezydenta, podobnie jak państwa Unii Europejskiej czy Wielka Brytania i Kanada. Maduro przejął władzę w 2013 roku po śmierci Hugo Chaveza. Drugą kadencję prezydencką rozpoczął w 2018 roku pod wyborach, które według opozycji i Stanów Zjednoczonych zostały sfałszowane, podobni jak w roku 2024. Wenezuela posiada największe na świecie udokumentowane złoża ropy naftowej. Ze względu na sankcje i zacofanie technologiczne nie znajduje się jednak w czołówce eksporterów. Tłumaczy Marek Budzisz, ekspert ds. Rosji i postsowieckiego Wschodu.
Kilka osób poniosło śmierć w starciach ze służbami bezpieczeństwa w Iranie. W kraju trwają zamieszki związane z pogarszającą się sytuację gospodarczą. Według agencji Fars, trzy osoby zginęły, a 17 zostało rannych podczas ataku na posterunek policji w prowincji Lorestan. Wcześniej zgony notowano także w innych częściach kraju. Protesty rozpoczęły się w niedzielę – właściciele sklepów wyszli na ulice wyrazić sprzeciw wobec polityki władz, które ich zdaniem nie radzą sobie z problemem słabnącej waluty i rosnących cen. Potem dołączyli do nich studenci. Iran zmaga się z konsekwencjami zachodnich sankcji. Inflacja przekracza 40 proc. W czerwcu Republika Islamska została osłabiona przez izraelskie i amerykańskie naloty na obiekty związane z programem nuklearnym. Prezydent Masud Pezeszkian wezwał do wysłuchania protestujących. Rzecznik rządu zapowiedział rozmowy z udziałem kupców i związków zawodowych, nie podał jednak szczegółów. Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump napisał w mediach społecznościowych, że jego kraj przyjdzie z pomocą niewinnym protestującym, zabijanym przez władze Iranu. W ostatnich latach Iranem wstrząsały protesty związane z sytuacją gospodarczą, ale i społeczną. W 2022 roku tłumy wyszły na ulice po śmierci Mahsy Amini – studentki zatrzymanej przez policję obyczajową i prawdopodobnie pobitej ze skutkiem śmiertelnym z powodu nieodpowiednio noszonej chusty. Tłumaczy Marcin Krzyżanowski, ekspert ds. Bliskiego Wschodu i współpracownik Układu Sił.
Chińskie siły zbrojne wystrzeliły pociski w kierunku wybrzeży Tajwanu w ramach ćwiczeń wojskowych, symulujących blokadę wyspy. Według informacji Agencji Reutera, trenowano uderzenia na tajwańskie systemy Himars, zdolne do atakowania chińskiego wybrzeża. Manewry obejmowały też zwalczanie celów powietrznych i morskich, w tym okrętów podwodnych. Uczestniczyły w nich nowe chińskie okręty szturmowe. Po raz pierwszy symulacja dotyczyła także odparcia sił zewnętrznych, które mogłyby przyjść Tajwanowi z pomocą.Biuro ds. Tajwanu napisało wręcz, że każdy, kto podejmie interwencję w jego sprawie lub będzie mieszać się w wewnętrzne sprawy Chin, „rozbije sobie głowę o żelazny mur Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej”. Pekin w ostatnim czasie ostro zareagował na słowa premier Japonii Sanae Takaichi, że Tokio mogłoby przyjść z pomocą Tajpej w razie chińskiej napaści. Zapowiedział też siłową odpowiedź na ogłoszenie przez Waszyngton sprzedaży broni na Tajwan wartej ponad 11 mld dolarów. Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump nie przypisał dużej roli ćwiczeniom. Komentując je wskazał na swoje dobre relacje z chińskim przywódcą Xi Jinpingiem oraz powiedział, że Chiny prowadzą ćwiczenia w pobliżu Tajwanu od 20 lat. Tłumaczy Krzysztof Karwowski, ekspert ds. Chin i współpracownik Układu Sił.
Waszyngton i Kijów są znacznie bliżej, być może już bardzo blisko osiągnięcia porozumienia w sprawie planu pokojowego – stwierdził Donald Trump. Prezydent Stanów Zjednoczonych gościł swojego ukraińskiego odpowiednika Wołodymyra Zełenskiego w swojej rezydencji Mar-a-Lago na Florydzie. Podczas wspólnej konferencji prasowej przywódcy nie przedstawili wielu szczegółów. Obaj przekazali, że nie udało się rozwiązać sprawy przyszłości Donbasu. Rosja chce, by Ukraina oddała pozostałą w jej rękach jego część.Trump stwierdził, że w ciągu kilku tygodni okaże się, czy uda się zawrzeć pokój. Zełenski z kolei powiedział, że osiągnięto porozumienie co to tego jak będą wyglądać gwarancje bezpieczeństwa dla jego kraju. Prezydent USA ocenił jednak, że droga w tym kierunku została pokonana w 95 proc. Wyraził również oczekiwanie, że państwa europejskie wezmą na siebie znaczną część ciężaru gwarantowania Ukrainie bezpieczeństwa ze wsparciem amerykańskim. Prezydent Francji Emmanuel Macron powiedział, że są postępy w tej sprawie i że na początku stycznia zbierze się tzw. koalicja chętnych, by skonkretyzować zobowiązania. Część przywódców europejskich uczestniczyło zdalnie w spotkaniu Trump-Zełenski.Niedługo przed przybyciem prezydenta Ukrainy do Mar-a-Lago Trump odbył rozmowę z prezydentem Rosji Władimirem Putinem. Relacjonując ją podczas konferencji prasowej powiedział, że Putin obiecał pomoc w odbudowie Ukrainy i że chce jej sukcesu. Zełenski zareagował na te słowa uśmiechem. Dzień przed rozpoczęciem rozmów na Florydzie Rosja przeprowadziła duży atak powietrzny, pozbawiając prądu i ogrzewania część mieszkańców Kijowa. Tłumaczy dr Marek Stefan, zastępca redaktora naczelnego Układu Sił.
Chiny prawdopodobnie rozmieściły ponad 100 międzykontynentalnych pocisków balistycznych w trzech bazach rakietowych i nie są skłonne negocjować jakiegokolwiek porozumienia ws. ograniczenia zbrojeń – tak wynika z wstępnego raportu Pentagonu, do którego dotarła Agencja Reutera. Bazy te zlokalizowane są w pobliżu granicy z Mongolią. Ich istnienie zostało wcześniej potwierdzone przez Pentagon, ale nie było wiadomo, ile rakiet się tam znajduje. Chińska ambasada w Waszyngtonie przekazała, że Pekin podtrzymuje defensywną strategię nuklearną i utrzymuje w gotowości minimalną liczbę głowic niezbędną do zapewnienia bezpieczeństwa. Według raportu Pentagonu Chiny są na drodze do posiadania ponad tysiąca ładunków do roku 2030. Podobne oceny wcześniej przedstawiała organizacja non profit Bulletin of the Atomic Scientists. Pekin zaprzeczał takim doniesieniom i nazywał je oszczerstwami. Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump z kolei niedawno stwierdził, że Chiny niedługo dorównają potencjałem nuklearnym jego krajowi i że być może podejmie z nimi negocjacje ws. kontroli zbrojeń. Raport Pentagonu dotyczy także Tajwanu. Według dokumentu, Pekin liczy, że w 2027 roku jego siły zbrojne będą zdolne do inwazji na wyspę. Operacja może wymagać uderzania celów oddalonych nawet o 2 tys. mil morskich, co może być interpretowane jako atak na siły amerykańskie. W raporcie stwierdzono, że takie uderzenia mogłyby poważnie ograniczyć zdolność sił USA do operowania w regionie Azji i Pacyfiku.Tłumaczy Krzysztof Karwowski, ekspert ds. Chin i współpracownik Układu Sił.
Amerykańskie służby wywiadowcze ostrzegają, że Władimir Putin nie zamierza rezygnować ze swoich celów w Europie – twierdzą źródła Agencji Reutera. Te cele to całkowite podporządkowanie Moskwie Ukrainy oraz odzyskanie ziem i wpływów z czasów Związku Radzieckiego. Doniesienia te stoją w sprzeczności z wypowiedziami prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa oraz przedstawicieli jego administracji o tym, że Putin chce pokoju. Sam rosyjski prezydent także twierdził publicznie, że nie ma wrogich zamiarów wobec Europy. Dyrektor Wywiadu Narodowego USA Tulsi Gabbard napisała w mediach społecznościowych, że doniesienia Reutersa to kłamstwo, rozpowszechniane w imieniu podżegaczy wojennych, którzy chcą zniweczyć wysiłki pokojowe Trumpa. Według Gabbard, oficerowie służb przekazali amerykańskim parlamentarzystom, że Rosja chce uniknąć dużej wojny z NATO. Nie posiada także zdolności do zajęcia całej Ukrainy.W Miami odbyły się rozmowy ws. planu pokojowego pomiędzy delegacją ukraińską i europejskimi partnerami a Stevem Witkoffem, wysłannikiem Trumpa. Osobno z Witkoffem rozmawiali także przedstawiciele Kremla. Nie wygląda jednak na to, by doszło do jakiegoś przełomu. Amerykanie proponują Ukrainie gwarancje bezpieczeństwa w zamian, jak twierdzi część źródeł medialnych, za oddanie przez Kijów pozostałych pod jego kontrolą ziem Donbasu. Prezydent Wołodymyr Zełenski pytał jednak podczas szczytu Rady Europejskiej w miniony czwartek, jak Stany Zjednoczone zamierzają zareagować na ewentualną ponowną rosyjską agresję. Stwierdził, że wciąż nie zna odpowiedzi na to pytanie. Tłumaczy dr Michał Sadłowski, dyrektor Centrum Badań nad Państwowością Rosyjską.























