Discover
PrzySłowie
PrzySłowie
Author: Polskie Radio S.A.
Subscribed: 15Played: 846Subscribe
Share
© Copyright Polskie Radio S.A. w likwidacji
Description
Przy kawie, przy herbacie, przy okazji, przy obcych i znajomych – każda rozmowa jest inna. A gdyby tak spotkać się przy słowie? Porozmawiać o jego sile, smaku i brzmieniu. O tym, które słowa lubimy, a których chcemy unikać; o języku, który nas otacza, i naszym stosunku do niego. Do rozmowy na te tematy zapraszam osoby, dla których język jest narzędziem pracy, partnerem i przyjacielem w codziennym życiu. Do usłyszenia - Mateusz Adamczyk. Nowe odcinki od poniedziałku do czwartku. #slowa #jezyk #przyslowie
252 Episodes
Reverse
Jeśli ktoś leje lub wylewa krokodyle łzy, to znaczy, że wyraża swój żal lub ubolewanie z powodu czegoś, ale robi to nieszczerze. Ten frazeologizm występuje w wielu językach, a to dlatego, że wiąże się z opowieściami o krokodylach, które krążyły po Europie w starożytności i średniowieczu. Jedna z tych opowieści dotyczy na obserwacji krokodylich zachowań. Gdy te wielkie gady przebywają na lądzie, gruczoły znajdujące się w oczach wydzielają substancję, która ma nawilżać i oczyszczać narządy wzroku. I właśnie ta substancja nazywana jest "krokodylimi łzami". Wydaje się więc, że krokodyl płacze (co my, ludzie, wiążemy z żalem i smutkiem), a mimo to poluje na swoje ofiary i je pożera. Z ludzkiego punktu widzenia taki płacz jest nieszczery - i stąd właśnie frazeologizm "krokodyle łzy" - choć oczywiście tak naprawdę nie mają one związku z żadnymi emocjami u tego zwierzęcia.
W dawnej polszczyźnie funkcjonował czasownik "ciekać" i stanowił parę do wyrazu "ciec", który znamy dziś. Tak jak mamy "biec - biegać", tak mieliśmy "ciec - ciekać". Nie bez przyczyny odwołałem się do czasownika "biegać", ponieważ słowo "ciekać" miało dwa znaczenia: albo płynąć, sączyć się, albo biegać właśnie. Widać to w czasowniku "uciekać", który oznacza biegiem oddalać się z miejsca, w którym nie chcemy przebywać. I właśnie dlatego mówimy, że "dociekamy prawdy", czyli - oczywiście metaforycznie - dobiegamy do prawdy. Choć może dziś częściej powiemy, że do prawdy dochodzimy. Tak czy inaczej stąd właśnie określenie "dociekliwy", czyli dosłownie taki, który dobiega do prawdy w celu jej poznania. Ze słowem "dociekliwy" związany jest przymiotnik "ciekawy", który pierwotnie oznaczał taki, który szybko i dużo biega, następnie taki, który biega, by zebrać nowiny i wreszcie pragnący coś wiedzieć, zainteresowany czymś...
Słowo "dowcip" pochodzi z języka czeskiego, w którym oznacza bystrość umysłu, inteligencję - opowiadanie dobrych dowcipów rzeczywiście wymaga tych cech. Synonimem słowa "dowcip" jest "żart" i ten wyraz również został zapożyczony - znów z niemieckiego, w którym "serten" oznaczało łudzić, oszukiwać, zwodzić. Do zapożyczonych wyrazów należy też "figiel". Co ciekawe, pochodzi ze średniowiecznej łaciny i ma wiele wspólnego ze słowem "wigilia". Łacińskie vigiliae poza nocnym czuwaniem oznaczało jeszcze hałaśliwe nocne obchodzenie domów i kościołów połączone z pijatykami, czarami, gusłami. Jak pisze w swoich słowniku etymologicznym Wiesław Boryś: znaczenie niegodziwy czyn, sztuczka magiczna, fortel czy żart nawiązują do zachowań uczestników takich średniowiecznych zwyczajów, potępianych wówczas przez Kościół...
O tym , że liczba "trzy" jest wyjątkowa wiedzieli to już starożytni, którzy mawiali "Ternarius numerus perfectissimus", czyli "trzy to liczba doskonała", a przy okazji "Omne trinum perfectum", czyli "wszystko, co składa się z trzech jest doskonałe". O trójce nie zapomina również polszczyzna. Mówimy "do trzech razy sztuka", licząc na to, że tym razem się uda i uznając, że tylko trzy próby mają sens. By wspomóc los, możemy "pracować za trzech", a żeby temu podołać z pewnością musimy "jeść za trzech". Jak pisze w swoim "Słowniku symboli" Władysław Kopaliński: "Trzy jest liczbą szczęśliwą, mitologiczną, mistyczną, doskonałą, podstawową we wszelkich dziedzinach życia, w folklorze, w bajce, w literaturze, w grach i zabawach, zaklęciach, próbach, aforyzmach, życzeniach; jest to liczba święta, najświętsza z liczb od głębokiej starożytności”. Warto o tym pamiętać w 64. urodziny radiowej Trójki...
Profesor Irena Bajerowa twierdziłą: "wstyd nie odmieniać nazwisk". Inny badacz (co ciekawe, matematyk) - Hugo Steinhaus, do osób, które nie życzyły sobie, by odmieniać ich nazwisko, mówił: "Pan jest właścicielem swojego nazwiska tylko w mianowniku liczby pojedynczej. Pozostałymi przypadkami rządzi gramatyka!”. Dziś do sprawy podchodzimy inaczej. Ze względów grzecznościowych coraz częściej bierzemy pod uwagę zdanie nosicieli i nosicielek nazwiska, by zaniechać odmiany. W zderzeniu dwóch wartości: tradycji językowej i dobrostanu drugiego człowieka - ta druga wartość jest ważniejsza. Jeśli jednak nie wiemy, jakie zdanie na temat odmiany ma osoba, która nosi nazwisko tego typu, to zachęcam, by nazwisko odmieniać. I tak na przykład w przypadku nazwisk Hłasko i Podsiadło powiemy, że nie ma pana Hłaski czy Podsiadły, widzimy pana Hłaskę czy Podsiadłę. Co ważne, gdy mówimy o kobiecie, nazwisko pozostaje nieodmienne. Powiemy więc, że idziemy z panią Prońko, myślimy o pani Prońko...
Wyraz "melepeta" oznacza kogoś niezdarnego, powolnego, niemądrego. Nie mamy pewności, skąd to określenie pochodzi. Być może powstało z połączenia dwóch elementów, które występują w wyliczankach "mele" i "pecie", np. "ele mele dutki" czy "ecie pecie, gdzie jedziecie". Co ciekawe, samo "ecie, pecie" oznacza między innymi osobę niezaradną, naiwną. Być może jednak "melepeta" ma związek z francuskim "pêle-mêle", czyli - nieład, w nieładzie. Wielki słownik języka polskiego notuje to zapożycznie, w polskiej postaci "pele-mele", w znaczeniu - nieporządek, chaos. Gapa, nieudacznik czy oferma zachowuje się właśnie w taki chaotyczny, nieuporządkowany sposób i być może właśnie stąd określenie "melepeta". To wyraz dwurodzajowy: możemy mówić "ten melepeta" i "ta melepeta". A skąd się wzięły wyrazy "oferma" i "fajtłapa"?
"Chłopaki nie płaczą", "męska rozmowa", "toksyczna męskość", "manosfera", "sigma" i "incel" - to składniki społecznego dyskursu na temat męskości. Jaka jest nasza współczesna opowieść o mężczyznach? I jakie niesie konsekwencje? O tym rozmawiam z Marcinem Michalakiem - psychologiem i psychoterapeutą.
Fraza "mądrej głowie dość dwie słowie" oznacza, że mądremu człowiekowi niczego nie trzeba długo tłumaczyć, bo szybko pojmuje, o co chodzi - wystarczą dwa słowa. A dlaczego "dwie słowie", a nie "dwa słowa"? To dawna forma liczby podwójnej, którą nasi przodkowie posługiwali się jeszcze do XVI wieku. Używano jej w połączeniu z rzeczownikami nazywającymi parę lub takimi, które łączono z liczebnikiem "dwa. Mówiono na przykład: dwa króla, dwa miecza, obu człowieku czy dwie kiełbasie. W związku z tym, że po czasie przestaliśmy rozumieć formy liczby podwójnej, przekształciliśmy powiedzenie "mądrej głowie dość dwie słowie" w "mądrej głowie dość po słowie", które wydaje nam się naturalne, choć starsza wersja nie przepadła całkowicie.
Wyraz "manosfera" ma co najmniej trzy znaczenia. Przede wszystkim są to fora, blogi czy portale, czyli przestrzeń internetowa, sfera internetu, w której mężczyźni omawiają kwestie dotyczące mężczyzn i męskości, relacji między kobietami a mężczyznami i praw mężczyzn w kontekście praw kobiet. Najczęściej są to treści antyfeministyczne, antykobiece i popierające dominację mężczyzn. Po drugie - manosferą nazywa się także społeczność mężczyzn biorących udział w takich dyskusjach, a w trzecim rozumieniu manosfera oznacza zespół poglądów reprezentowanych przez członków manosfery. Manosfera jest współtworzona między innymi przez inceli (lub, kierując się angielską wymową inseli), czyli - jak podaje Słownik neologizmów polskich Obserwatorium Językowego UW - mężczyzn, którzy nie mogą znaleźć partnerki seksualnej, a frustrację z tym związaną wyrażają na forach internetowych i w mediach społecznościowych. Winą za niepowodzenia seksualne obarczają kobiety...
Od jakiegoś czasu czasownik "popełnić" uchodzi za bardziej elegancki odpowiednik słów oznaczających działanie lub tworzenie: w tym przypadku wyrazu "wygłosić". Wśród podobnych konstrukcji można znaleźć także: popełnić książkę, artykuł, a nawet piosenkę czy post na facebooku. Tradycyjnie jednak czasownik "popełnić" łączy się z nazwami zjawisk, które oceniamy negatywnie. Dlatego mówimy: popełnić błąd, popełnić gafę, popełnić grzech czy popełnić przestępstwo. I te połączenia nie budzą wątpliwości. Pierwotnie wyrażenie "popełnić książkę" było uznawane za żartobliwe, jeśli mówił tak sam o sobie autor książki. To gra językowa, która zakłada oczywiście świadome łamanie reguł poprawności. Dziś jednak słowo "popełnić" stało się wyrazem modnym - używamy go częściej niż jest to konieczne; w sposób, który przeczy zasadom poprawności i to bez dawki humoru, czyli świadomości. Trzeba pamiętać, że dla wielu osób będzie to brzmiało dziwacznie, co oznacza, że taki wybór jest nieskuteczny komunikacyjnie.
Przymiotnik "łagodny" - jego pochodzenie nie ma związku z tym, że ktoś jest czegoś godny. Dzisiejsze określenie "łagodny" wzięło się prawdopodobnie od dawnej formy lagoda, czyli porządek, harmonia. Lagoda z kolei pochodzi od rzeczownika laga, który oznaczał to, co jest ułożone. A jeśli jest ułożone, to jest harmonijne, przyjemne i bezpieczne - tak jak łagodna osoba. Gdybyśmy zajrzeli jeszcze głębiej, to zobaczylibyśmy, że wszystkie te słowa pochodzą od prasłowiańskiego lożiti, czyli powodować, że coś leży. Taka postawa ciała kojarzy nam się raczej ze spokojem i… łagodnością właśnie. Czy dzielny to ten, który się czymś dzieli? Dlaczego odwaga ma w sobie wagę? W tym odcinku odpowiadamy także na te pytania.
"Zaopiekowany", "na tapecie", "małżonek" - czy te słowa wciąż powinny budzić wątpliwości? Czym jest prosta polszczyzna i czy możemy pozwolić sobie na nieco językowej nieporadności? O tym wszystkim rozmawiam z Pauliną Mikułą - autorką książki "Prosty poradnik językowy", polonistką, twórczynią kanału na YouTubie "Mówiąc inaczej".
Mieszka się pod jakimś adresem... Jednak, gdy zajrzymy do słownika poprawnej polszczyzny, to znajdziemy informację, że w połączeniu z czasownikiem "wysyłać" poprawne są formy "pod adresem" i... "na adres", a konstrukcja "pod adres" jest poprawna wyłącznie z czasownikami typu "pójść", "udać się" czy "pojechać" pod adres. Wysyłanie czegoś "pod adres" uznawane jest za błąd. Z kolei dwie poprawne formy, czyli "pod adresem" i "na adres" też nie są sobie równe. "Na adres" uznawana jest za mniej staranną, a "pod adresem" za formę wzorcową, elegancką...
Trudno jednoznacznie ustalić pochodzenie takich wyrażeń, ale prof. Adam Fałowski w swoim "Słowniku etymologicznym polszczyzny potocznej” podaje bardzo ciekawy trop. "Bara-bara" wzięło się prawdopodobnie od zawołania "bara, bara puc!", które towarzyszy dziecięcej zabawie polegającej na zderzaniu się głowami, tak jak robią to walczące ze sobą barany. Następnie nazwa tej dziecięcej zabawy została przeniesiona na "zabawę" w łóżku. Mówimy przecież, że się ze sobą zabawiamy... Ważny jest także rodzaj zabawy - zderzanie się głowami ma związek z ruchem, jaki wykonujemy podczas stosunku. O seksie mówimy też przecież jako o "stukaniu" i "pukaniu".
Wyraz "wciornaści" jest dziś bardzo rzadko używany. Znamy kilka wariantów tego słowa: wciornaści, wciórnaści, wciórności albo wciorki. Pierwotnie słowo "wciornaści" oznaczało wszyscy. Mówiono na przykład: "Wciornaści ludzie i wszystkie rzeczy" lub "na wciornastkie strony", czyli na wszystkie strony. Ale mówiono również - i to użycie jest dla nas bardzo ważne - "bodaj cię wciurnaści diabli wzięli", co oczywiście oznacza "żeby cię wszyscy diabli wzięli". Po czasie to przekleństwo zostało skrócone do formy "wciornaści" i było używane nie tylko jako złorzeczenie drugiej osobie, ale także w reakcji na coś nieprzyjemnego czy zaskakującego. Tak jak dziś mówimy czasem "do diabła", tak nasi przodkowie mówili... "wciornaści". Słowo to spotkamy w literaturze...
Jeśli coś idzie lub poszło nam "jak z płatka", to znaczy, że odbyło się sprawnie i bez kłopotów. Aby rozwikłać zagadkę tego powiedzenia, musimy wiedzieć, że wyraz "płatek" nie oznacza tu ani części kwiatu, ani drobinki śniegu, ale... chustę lub chustkę - dawniej nazywano tak również fartuch, serwetkę lub szmatkę. A to dlatego, że słowo "płat" oznacza kawałek materiału. W taką chustkę czy serwetkę zawijano różnego rodzaju produkty, np. chleb, owoce czy ser i w ten sposób przechowywano lub transportowano na targ. Osoba sprzedająca takie wyroby musiała je oczywiście najpierw odwinąć, co nie przysparzało wielkiego kłopotu - jednym prostym ruchem odsłaniała wiktuały. Ten właśnie ruch stał się najpierw podstawą powiedzenia, że coś "wiło się jak z płatka", czyli pojawiło się, ukazało szybko i łatwo. Następnie tę łatwość nasi przodkowie metaforycznie przenieśli na rozmaite czynności i dlatego dziś mówimy, że coś poszło nam "jak z płatka".
W swoim podstawowym znaczeniu przymiotnik "surowy" oznacza oczywiście taki, który nie został ugotowany, usmażony, upieczony, ani uwędzony... I takie właśnie znaczenie miał prasłowiański przodek wyrazu "surowy" - forma surovъ lub syrovъ. Ta forma z kolei wzięła się od praindoeuropejskiego su-ro-, czyli cierpki, słony, gorzki. Następnie cała wiązka skojarzeń z takim jedzeniem została metaforycznie przeniesiona na człowieka. Przebywanie z kimś, kto jest bardzo wymagający wobec innych i bezwzględny w egzekwowaniu obowiązków lub posłuszeństwa, nie należy do najprzyjemniejszych doświadczeń. Często myślimy o takiej osobie jako tej, która celowo sprawia nam przykrość. Można więc powiedzieć, że takie spotkanie jest raczej cierpkie, co ma swój głęboki sens, ponieważ wyraz cierpki oznaczał dawniej powodujący drętwienie. Są także inne wytłumaczenia pochodzenia tego słowa.
Wniebowstąpienie, okamgnienie, zmartwychwstanie, zadośćuczynienie, wniebogłosy... Czy kiedyś obowiązywała pisownia rozdzielna: w niebo wstąpienie; z martwych wstanie itd.? Wszystkie te wyrazy należą do zrostów i już sama ta nazwa sugeruje nam, że jeśli coś się zrosło, to pierwotnie musiało występować rozdzielnie. I tak też właśnie było w przypadku tych słów. Wyrazy tego typu zwykle odmieniamy jak pozostałe rzeczowniki, np. okamgnienie, okamgnienia, z okamgnieniem itd. Mamy jednak wyjątki, które dotyczą w szczególności nazw własnych. I tak na przykład wyraz Białystok zachowuje tzw. fleksję wewnętrzną, co oznacza, że odmieniamy oba człony tego słowa. Powiemy "Jadę do Białegostoku", a nie "do Białystoku". Mamy też w naszym języku wyrazy, które możemy odmieniać z zachowaniem fleksji wewnętrznej lub jej pominięciem. Do takich kłopotliwych słów należy "rzeczpospolita". Możemy powiedzieć zarówno "myślę o rzeczpospolitej", jak i "rzeczypospolitej" i obie te formy będą poprawne...
Jak to ze związkami frazeologicznymi bywa, trudno jednoznacznie ustalić, skąd pochodzą. Prawdopodobnie jednak wyrażenie "spuścić nos na kwintę" powstało przez skrzyżowanie dwóch innych związków frazeologicznych: "zwiesić nos" w znaczeniu posmutnieć (bo przecież kiedy się smucimy, opuszczamy głowę) oraz "spuścić z basu na kwintę", czyli spuścić z tonu, ustąpić (a to ze względu na donośny ton basu i wysoki (cienki) dźwięk kwinty, czyli najcieńszej struny w skrzypcach). Połączenie tych wyrażeń nastąpiło ze względu na podobieństwo znaczeń - jeśli ktoś spuścił z tonu, to i często posmutniał. Są jednak także inne teorie powstania tego powiedzenia...
Wiosna, lato, jesień, zima - wszystkie te wyrazy to tzw. prasłowa, ponieważ pochodzą jeszcze z czasów prasłowiańszczyzny. I tak wyraz wiosna wziął się od formy vesna. Niektórzy badacze wiążą to słowo z dawną cząstką was-, czyli świecić, albo wes-, którą widać też w przymiotniku "wesoły". Co ciekawe, nasi przodkowie wiosną nazywali także rok życia młodej osoby - mówiono na przykład, że ktoś skończył 20 wiosen. Ma to prawdopodobnie związek z tym, że najwięcej dzieci rodziło się... właśnie wiosną. A jakie jest pochodzenie innych pór roku?



