Akademia Płodności

Cześć, tu Ania i Zosia. Od ponad 10 lat układamy diety płodności, które pomogły spełnić marzenia o rodzicielstwie tysięcy osób. Otulamy wsparciem tych, którzy wciąż czekają – bo wiemy, jak smakuje widok 1 kreski na teście ciążowym i jak wielkie znaczenie ma czuła obecność kogoś, kto naprawdę rozumie jak „tam” jest.

#113 Co miesiąc przeżywam żałobę

W tym odcinku rozmawiamy o jednym z najtrudniejszych momentów podczas starań- dniu, w którym przychodzi miesiączka. Przez cały cykl rośnie nadzieja, zaczynamy doszukiwać się objawów I  bardzo chcemy wierzyć, że tym razem będzie inaczej, a potem wszystko potrafi rozsypać się w kilka minut. Plan odcinka Dlaczego miesiączka podczas starań boli inaczej niż zwykle Jak przez cały cykl buduje się nadzieja Wmawianie sobie objawów Moment, kiedy pojawia się krew Nieregularne cykle i jeszcze większy chaos w głowie Złość na samą siebie Jak szybko trzeba było znowu się pozbierać Poker face podczas niepłodności Dlaczego czasami partnerzy nie potrafią być obok Co powiedziałybyśmy sobie dzisiaj Znajdziesz nas również tutaj: Podcast VIDEO  SPOTIFY Ania Mazur-Gajo 00:00:00 Cześć, tu Ania i Zosia. Zosia Mazurek-Dudek 00:00:01 Wspólnie tworzymy Akademię Płodności. Miejsce, w którym towarzyszymy Wam podczas starań. Słuchajcie, dzisiaj będziemy sobie nawijać o dniu, kiedy przychodzi miesiączka i przeżywamy wtedy taką swoją żałobę. W roboczym tytule miałyśmy „małą żałobę”, ale potem stwierdziłyśmy, że momentami to wcale nie była mała żałoba, tylko największa rozpierducha życia w trakcie jednego cyklu. Bo ta nadzieja, wezbrana do granic możliwości, po prostu wtedy opadała. Ja na przykład nie miałam złudzeń. Wiemy, że Ania jeszcze miała złudzenia, bo przyjście miesiączki wcale nie oznaczało dla niej od razu końca. Znaczy, ja to wiem. Może jak słuchaliście jakichś poprzednich podcastów, to zresztą wiecie. Ale porozkminiamy sobie o tym. Gdyby cykl miesiączkowy miał być jakąś taką linią, to przez cały czas buduje się napięcie i po kropelce dolewa do wiaderka nadziei. Kumulacja jest po prostu tuż przed okresem, więc jak on przychodzi, jest mnóstwo emocji, które nami miotają. Ania Mazur-Gajo 00:01:34 Miesiączka jest podsumowaniem całego miesiąca starań, bo podczas starań żyjemy od-do i pewien cykl się kończy. Jest to cykl miesiączkowy, ale też pewien cykl w głowie, cykl nadziei. Taki moment, kiedy wszystko zaczyna się od nowa, pojawia się biała karta i zaczynamy nowy cykl. Nowe starania, nowy plan. Zanim to się wydarzy i ten nowy plan wejdzie do głowy, jest ta żałoba. Nasze marzenia znowu się nie spełniły. U mnie było jeszcze tak, że kiedy czekałam na miesiączkę i ona przychodziła, nadal się łudziłam, że może to nie jest miesiączka. Zdarzało mi się nawet wtedy jeszcze testować. Gdzieś wyczytałam jakąś historię, że ktoś miał plamienie, myślał, że to miesiączka, a potem okazywało się, że jednak nie. Ja po prostu wyszukiwałam takie historie. Nie chciałam jeszcze w to wierzyć. Nadal się łudziłam. Zosia Mazurek-Dudek 00:02:54 Że to nie jest to. Nie z tobą, bo nie było mnie wtedy w twoim życiu, ale pamiętam te historie, kiedy laski dostawały teoretycznie okresu, myślały, że to okres, a potem się okazywało, że nie. Ania Mazur-Gajo 00:03:06 Że to właśnie było plamienie. I myślałam sobie: być wybrańcem. Zosia Mazurek-Dudek 00:03:10 Być wybraną i to właśnie tobie się udaje. Ania Mazur-Gajo 00:03:14 A że ja miałam różne miesiączki, niektóre skąpe, szczególnie przy cyklach nieowulacyjnych, to one naprawdę potrafiły być tylko plamieniem. I ta miesiączka dawała mi wtedy takie: „Ojejku”. To mi bardzo rozwalało głowę. Ten moment, w którym miesiączka miała wystąpić, a cykle były jakieś dziwne. Dopiero później odkryłam, że wynikało to z tego, że były to cykle bezowulacyjne i endometrium nie miało się za bardzo z czego złuszczać. A wcześniej robiło mi to ogromną nadzieję. Ja w ogóle nie wiedziałam, gdzie jestem. Później, kiedy cykle były już monitorowane, były leki i wiedziałam, co jest, gdzie i na co czekamy, było inaczej. Ale wcześniej, zanim zgłosiłam się do lekarza i sama próbowałam to ogarnąć, ten cykl był dla mnie bardzo chaotyczny. Pamiętam, że bardzo mnie to męczyło. Ta nieregularność cykli, zastanawianie się, czytanie historii, czytanie o objawach, wczytywanie się w to wszystko i analizowanie, co to może oznaczać i co oznacza u mnie. Zosia Mazurek-Dudek 00:04:27 Ja miałam jeszcze tak, że jak wiedziałam, że jakiś objaw częściej występuje w danym momencie, to potrafiłam go sobie wmówić. Czekałam na tę tkliwość piersi. Na bóle podbrzusza. Na plamienie implantacyjne. Nie miałam go nigdy i zawsze myślałam, że je będę mieć, jak to będzie ten wygrany cykl. Pamiętam też naprawdę to, że kiedy przychodził okres, czułam się takim frajerem. Sama z siebie gdzieś wewnętrznie drwiłam i byłam sobą rozczarowana. Myślałam: „Kurwa, kolejny raz się dałaś nabrać. Miesiąc temu leżałaś na tej samej podłodze, a teraz dzieje się to samo”. To przecież nie była moja pierwsza miesiączka podczas starań. Ten scenariusz właściwie nigdy nie wyglądał inaczej. Może różniła się długość cyklu, ale pamiętam, że byłam na siebie potwornie zła. Obiecywałam sobie: „Już sobie nie uwierzysz, Zosin. Nie zrobisz sobie już więcej takiej nadziei. Wiesz, czym to się kończy. Zostaw sobie margines na to, że będziesz superzaskoczona, jeśli się uda, ale nie nastawiaj się, że to będzie teraz. Nie wmawiaj sobie tych objawów”. Za każdym razem, kiedy to tak strasznie bolało, kiedy kuliłam się na tej podłodze i wyłam, myślałam: znowu jesteśmy w tym samym punkcie. Znowu dałaś się nabrać. Znowu uwierzyłaś sobie, że ta tkliwość piersi musiała być inna niż w zeszłym cyklu. Ania Mazur-Gajo 00:06:09 Doszukiwanie się objawów to nieodzowna część starań. Cały czas ich szukasz. Ale szukasz też objawów miesiączki, tego bólu przedmiesiączkowego, który niektórym towarzyszy, a innym nie. Zosia Mazurek-Dudek 00:06:30 Tylko ból podbrzusza zdarza się również w początkowej fazie ciąży. I wtedy zastanawiasz się: to jest ból miesiączkowy, który się zbliża, czy może jednak ten ból, bo coś się tam zagnieżdża? Nie wiesz tego. Ania Mazur-Gajo 00:06:44 Więc cały czas jesteś w takim czuwaniu. Zosia Mazurek-Dudek 00:06:48 Tak. Chodzi mi o to, że chciałam, żeby wtedy w mojej głowie przejmował prym Zosin rozsądny. Taki, który potrafi mi przemówić do rozsądku i powiedzieć: „Zosin, słuchaj, raczej to będzie jednak ból na miesiączkę. Nastaw się na to. Bądź przygotowana, niech cię to nie zaskoczy”. A nie ten Zosin, który mówi: „W tamtym cyklu chyba bolało cię inaczej. A zobacz, teraz miałaś śluz płodny. W tamtym cyklu go nie miałaś, a w tym miałaś”. Zawsze było coś. Zawsze sobie coś znalazłam. Chciałam być tym Zosinem, który przejmuje kontrolę. Że okej, będę gotowa na okres. Na pewno będzie mi przykro, bo nie będę potrafiła tego tak odczarować, żeby powiedzieć sobie: „Easy game, jestem tutaj pięćdziesiąty raz i nic mnie to nie rusza”. To była walka serca i rozumu. Pamiętam, że kiedy leżałam w łazience na podłodze i wyłam, oprócz totalnego puszczenia lejców i pozwalania sobie wtedy na wszystko grzeszne, obiecywałam sobie, że sama siebie już nigdy tak nie wyroluję. Że sama sobie już nie uwierzę. Nie nakręcę się tak. Nie dam sobie aż tyle nadziei, bo sama siebie nią karmiłam. I ja już nigdy nie testowałam w dzień miesiączki. Wiedziałam, że jak jest krew, to mam „the end”. Koniec. Ania Mazur-Gajo 00:08:26 Ja w ogóle nie ganiłam się za karmienie nadzieją. Chociaż to zależy, jaki był cykl. Czasami wpadasz w spiralę myśli, że się nie udało, na pewno się nie udało, analizujesz wszystko. Ale czasami myślisz sobie: „Kurczę, może jest inaczej”. Faktycznie zaczynasz w to wierzyć. Każdy dzień tego wyczekiwania wygląda trochę inaczej. Mam pytanie do ciebie. Chodziłaś do toalety sprawdzać, czy masz już miesiączkę? Tak obsesyjnie, że co chwilę do łazienki? W pracy wychodzisz do toalety częściej niż w inne dni tylko po to, żeby zobaczyć, co tam się dzieje? Zosia Mazurek-Dudek 00:09:08 Na pewno tak. Ale też bardzo bałam się tego momentu. Kiedy miałam takie uczucie: „O kurczę, może to już się zaczęło”, leciałam do łazienki z duszą na ramieniu i modliłam się, żeby to jednak nie było to. Pamiętam, że sam moment spojrzenia na majtki był straszny. Żeby tylko tego nie zobaczyć. Żeby to tylko nie było to. Ania Mazur-Gajo 00:09:28 Ja wręcz tak wyczekiwałam, że przeprowadzałam sobie badanie palpacyjne, żeby tylko sprawdzić, czy wokół szyjki nic się jeszcze nie pojawia. Zosia Mazurek-Dudek 00:09:36 A ja sprawdzałam na papierze, czy nie ma jakiejś minikropelki. Ania Mazur-Gajo 00:09:44 Żeby wiedzieć. Tak wyczekiwałam tego momentu podsumowującego wszystko. Albo się uda, albo się nie uda. Albo od jutra będzie inny dzień i to się skończy. Zosia Mazurek-Dudek 00:09:54 Albo nadal będzie nadzieja, bo to tylko jeden dzień spóźnienia. Ja miałam turbo nieregularne cykle. Ty też. Więc nie było tak, że mam co miesiąc 28, 29, 30 czy nawet 34 dni i jak nie przychodzi 35. dnia, to wiem, że dzieje się coś innego. Raz potrafiło być 26 dni, raz 76, raz 53. Ostatnio przejrzałam swoje wykresy i obserwacje i znalazłam cykl 114-dniowy. Cześć, boska. Ania Mazur-Gajo 00:10:41 Jak patrzę na taki cykl 114-dniowy, to zastanawiam się, skąd miałaś w sobie tyle cierpliwości do obserwacji tego. Zosia Mazurek-Dudek 00:10:57 Tam nie było ani krzty cierpliwości. Stara, od któregoś dnia mam już ponotowane, że wjeżdżały leki, więc to nie było tak, że ja byłam bez obserwacji. Byłam pod kontrolą lekarza. Pamiętam, że próbowaliśmy wywoływać ten okres. Tam nie było cierpliwości, była frustracja do granic możliwości. To były jedyne momenty, w których już wiedziałam, że ten cykl jest stracony. Nie będzie już owulacji, endometrium nie wygląda dobrze, to nie jest dobry moment, żeby coś się tam działo. Wręcz błagałam o ten okres, który mógłby zapoczątkować nowe starania. Ale to były takie momenty, kiedy byłam pod kontrolą lekarza i on już mi mówił: „W tym cyklu wszystko stracone, teraz czekamy tylko na okres”. Ania Mazur-Gajo 00:11:41 Dlatego o to zapytałam, bo chciałam zachęcić osoby, które może jeszcze zwlekają z wizytą u lekarza, a mają nieregularne okresy, żeby jednak to skonsultowały. Zosia Mazurek-Dudek 00:11:54 Bo co? Wyobraziłaś sobie, że byłam Zosinkiem, który po prostu w notesiku spisuje ostatni dzień i czeka? Ania Mazur-Gajo 00:12:01 Bo zaczynasz starania o dziecko. U mnie było tak: zaczynam

09-11
28:50

#112 Jestem zła na swoje ciało

Podczas starań relacja z własnym ciałem potrafi być naprawdę skomplikowana. Z jednej strony robisz wszystko, żeby o nie zadbać: dieta, suplementy, badania, leki, zmiana stylu życia. Z drugiej patrzysz na nie z coraz większą złością i zastanawiasz się, dlaczego mimo tych wszystkich starań nadal nie chce z Tobą współpracować. W tym odcinku rozmawiamy o tym, jak niepłodność zmienia sposób, w jaki patrzymy na własne ciało. O poczuciu, że ciało zawodzi, szukaniu kolejnych rzeczy do „naprawienia” i próbach zrozumienia, czego jeszcze może potrzebować. Wracamy też do naszych historii i momentów, w których zamiast być ze swoim ciałem po jednej stronie, zaczynałyśmy traktować je jak osobny twór, z którym za wszelką cenę próbujemy się dogadać. Plan odcinka Poczucie, że ciało nie chce z nami współpracować Złość na własne ciało podczas starań Szukanie odpowiedzi na pytanie: „Co jest ze mną nie tak?” Kolejne diagnozy, leki i potrzeba „naprawiania” organizmu Kiedy dbasz o siebie, a mimo to ciąży nadal nie ma Dieta, aktywność fizyczna i zmiany, które próbowałyśmy wprowadzać Czy można polubić ciało, które nie spełnia naszego największego marzenia? Jak zauważyć to, co ciało robi dla nas już teraz? Znajdziesz nas również tutaj: Podcast VIDEO  SPOTIFY Ania Mazur Gajo 00:00:00 Cześć, tu Ania i Zosia. Zosia Mazurek Dudek 00:00:01 Wspólnie tworzymy Akademię Płodności miejsce, w którym towarzyszymy Wam podczas starań. Dzień dobry, dzień dobry, dzień dobry, dzień dobry. Witamy Was w kolejnym podcaście, w kolejnym wideokaście. Spotykamy się z Wami w kolejnym tygodniu, żeby znowu sobie razem pogadać w naszym psiapsi gronie. Zabrałam dzisiaj ze sobą Aniusie do Lublina specjalnie dla Was, żeby dzisiaj ją wypytać o taki temat: relacji z własnym ciałem. I on jest o tyle osobliwy, że ta relacja z własnym ciałem i takie trochę Cię lubię, trochę Cię nie lubię, trochę Cię rozumiem, trochę totalnie Cię nie rozumiem, przechodzi również pewne cykle. Właśnie od różnych faz. Od takiego dbania o siebie, po takie: nie lubię Cię i nie będę Cię szanować, po takie: jestem Ci wdzięczna za to, co dla mnie robisz. Chociaż tej wdzięczności akurat u mnie nie było za wiele. Więc tak sobie będziemy dzisiaj rozkminiać, jak to jest z tym ciałem w niepłodności, jaką można mieć z nim relację, czy się można z nim lubić, czy nie lubić. Ania Mazur Gajo 00:01:33 A skąd to się wzięło? Pomysł na ten podcast wyszedł z tego, że bardzo często w naszych wiadomościach, między Waszymi historiami, pojawia się fraza: „Czuję, że moje ciało zawodzi”. Albo tak jakby oddzielacie to ciało, jakby było oddzielnym członem. Dlatego porozmawiamy sobie też o tym, czy my w naszych historiach byłyśmy złe na swoje ciało. Czy czułyśmy, że ono nie współpracuje podczas starań? U Ciebie tak było? Zosia Mazurek Dudek 00:02:11 No oczywiście. Jeśli miałabym odpowiedzieć jednym zdaniem, to tak. Ania Mazur Gajo 00:02:15 Ale czy miałaś, wiesz, nazywałaś je jakoś, postrzegałaś je jako właśnie. Będąc w niepłodności, tylko się to zrozumie, że czujesz po prostu, że masz mózg i masz to ciało, które nie chce z Tobą współpracować. Zosia Mazurek Dudek 00:02:31 Tak. Ania Mazur Gajo 00:02:33 Że Twoja złość jest skierowana na nie. Zosia Mazurek Dudek 00:02:35 Trochę tak i trochę nie, bo było bardzo różnie. Miałam tak, że mogłabym to w sumie opisać tekstem, że to jest osobny twór. Mogłabym. Bo rzeczywiście tak było. Ale też nie zawsze. I czasami miałam tak, że próbowałam się z nim zakumplować. Ale jak możesz się zakumplować z kimś, kogo tak do końca nie rozumiesz i masz takie wrażenie, że ta relacja jest z Twojej strony na sto procent albo może nawet na sto dwa procent odpimpowana? Kiedy, powiedzmy, jesteśmy w fazie zwyżki Zosina, bo Zosin postanawia teraz się zdrowo odżywiać na przykład i dbać o swoje ciało, no to ja byłam bardzo dobra dla siebie samej i miałam wrażenie takie, że to ciało jest przeze mnie tak zaopiekowane. Jest tak dobrze traktowane, jest suplementowane, jest dobrze odżywiane, nie wrzucam w siebie śmieci. Zobacz, nie palę papierosów, całe życie nie palę papierosów. Nie zaciągałam tego kredytu, rozumiesz? Nie tak, że muszę teraz odpracować jakieś błędy młodości. Skończyłam jeździć na Maczka mojego ukochanego, którego przez lata po prostu byłam stałą bywalczynią. Piję obrzydliwe smoothie, które mi nie smakują, ale mają tam tyle napakowanych antyoksydantów, że po prostu co ma się wymieść, to się powymiata. Nie piję alkoholu. No sorry, jeszcze wieczorkiem Cię wyszczotkuję i nabalsamuję i po prostu: co jest nie tak z Tobą? Co jeszcze mogę zrobić dla Ciebie więcej, żebyś zaczęła współpracować? Czaisz? Ania Mazur Gajo 00:04:03 I to ciało było zaopiekowane nie na początku starań, to jest jakiś taki fragment, tak? Zosia Mazurek Dudek 00:04:08 To jest fragment, bo to jest jeden wyrywek relacji mojej z ciałem, bo większość czasu raczej go nie lubię. I większość czasu mam taką myśl, że niby w sumie nie dostajesz ode mnie tak po dupie. Masz pewne swoje mankamenty, których nienawidzę, bo były elementy mojego ciała, których nienawidziłam od lat. Od lat, po prostu od małej dziewczynki. Wiedziałam, że to jest jakiś defekt i tego to raczej trzeba ukryć niż to pokazywać, bo wstyd. Ten odstający brzuch na przykład, tak? Przypał bardzo, nie? Ale tak. I potem wjeżdżała taka myśl, że w sumie to Cię nie lubię za to, co robisz. Stroisz fochy, mimo że tak naprawdę są laski, które potrafią się prowadzić o ile gorzej i mają dzieci, tak? Rozumiesz, że jest dziewczyna, która karmi swoje ciało, zaczyna na śniadanko papierosek i na drugie śniadanko piąty papierosek. Czaisz? I codziennie wieczorem po kilka piwek. I wokół niej jest trójka, jak nie czwórka dzieciaczków. Typiara z mojego bloku. A ja co? Przepraszam, o co chodzi? To po co te wszystkie drogie suplementy, zarąbiste kwasy, które kosztują trzy razy więcej niż jakieś przeciętne z apteki? Dostajesz ode mnie najlepsze paliwo i o co chodzi? A badania są gorsze? Już nawet nie chodzi o to, że, wiesz, nie jestem w ciąży, ale wszystko jest słabo, znowu się rozjeżdżasz. Co mogę więcej dla Ciebie zrobić? Czemu tak bardzo jesteś skopane? Ja w ogóle pamiętam, że próbowałam grzebać. Stara, czy Ty pamiętasz moje doszukiwanie się, z czego może wynikać zawodzenie mojego ciała od początku? Byłam karmiona mlekiem modyfikowanym na początku, pamiętasz? Może to jest zrąbane. Kurde, zaszczepiłam się na HPV, a znalazłam na jakiejś urban legend stronie, rozumiesz? Jakieś po prostu takie info od czapy wyjęte. Może to to. Pewnie to to. Znalazłam gdzieś taką przesłankę. Żadnych badań na to oczywiście, ale gdzieś ktoś mógł na blogu napisać. Ktoś mógł komentarz napisać, rozumiesz? To mógł być internetowy troll, natomiast zasiał ziarno niepewności w głowie. Szukasz po prostu przyczyny, dlaczego to Twoje ciało zawodzi. W sensie, no chyba naprawdę nie jest aż tak źle, co? Może rzeczywiście, do czego się mogłam przyczepić? 00:06:34 Aktywność fizyczna była zawsze w opłakanym stanie, bo nie mogłam bardzo długo się do tego przemóc. No ale czy tak naprawdę na skali i na wadze błędów to było takie, tak bardzo dużo ważące w kontekście tego? Rozumiesz? No nie. Większość raczej się nie lubiliśmy z nim. I tak raczej nie rozumieliśmy. Nie wiem, czy go traktowałam jako osobny twór. Trochę tak sobie teraz to wyobrażam, że trochę go traktowałam jak taki po prostu kogoś, z kim nie potrafię się dogadać. Że może powinnam znaleźć język i zrozumieć, czego Tobie brakuje. Co ja mam jeszcze robić? Może ja źle inwestuję tę energię, te pieniądze? Może to nie suplementy? Może to czegoś innego potrzebujesz? A nie bardzo potrafiłam się z nim dogadać. A Ty lubiłaś swoje ciało? 00:07:20 Byłaś mu wdzięczna za to, co dla Ciebie robi? Czy raczej widziałaś mankamenty, w których zawodzi? Ania Mazur Gajo 00:07:26 Ja byłam raczej zaskoczona tym, że ono nie funkcjonuje tak, jak mi się wydawało, że będzie funkcjonować, kiedy zechcemy zostać rodzicami. I to mnie tak na początku zaskoczyło i miałam takie poczucie, że straciłam nad nim kontrolę. Pomyślałam, że nie potrafię nad tym zapanować, że nie rozumiem go, że nagle, kiedy myślałam, że moja płodność jest na wyciągnięcie ręki, że tu będzie trzeba zawalczyć o coś. I to trochę mnie przerażało, to, że mam dwie ręce, mam dwie nogi, jestem młodą laską i okazuje się, że moje jajniki nie produkują jajeczek? Jak to jest możliwe? Moja siostra ma dzieci, moja mama nie miała problemu z zajściem w ciążę. W ogóle co tu się odwala? Dlaczego tak się dzieje? 00:08:30 W ogóle nikt mnie na to nie przygotował, że takie rzeczy mogą się dziać. Nie słyszałam, nie znałam osób, które starają się o dziecko. Więc w swoim gronie to takie pierwsze miałam zderzenie. Gdzieś jak się otwierałam, to mówił o jakichś tam koleżankach, że znali kogoś tam, tak? Nie miałam swojego grona osób, które mogłyby powiedzieć: hej, mam jakiegoś lekarza fajnego, który się Tobą zaopiekuje. Raczej to było takie trochę po omacku bardzo i czułam, że mnie zawodzi, czułam, że nie rozumiem go. 00:09:15 Czułam, że odkrywam je troszeczkę i poznaję na nowo. I coś, co kiedyś było przeze mnie przeoczone, bo podczas starań śluz płodny jest po prostu poddany obserwacji wręcz maniakalnej: czy on jest, czy nie. I wcześniej nie zwracałam na to uwagi. Właśnie to już w ogóle zapomniałam o tym nawet, że można nie zwracać na to uwagi. Zapomniałam, jak to jest nie zwracać uwagi i nie liczyć cyklu miesiączkowego. Ale czułam, że mnie zawodzi, pomimo tego, że uważam, że karmię je bardzo zdrowo. I prowadzę się zdrowo. Oczywiście teraz miałabym sporo do korekty, jako już doświadczona dietetyczka, byłoby co poprawiać. Natomiast wyszłam z założenia, że hej, no ale też nie najgorzej, no. Nie jest najgorzej. Zosia Mazurek Dudek 00:10:14 No właśnie, dlatego mówię, że nie patrzysz zawsze na to, jak mogłoby być on the top, bo zawsze jest coś do poprawienia, ale patrzysz raczej niżej. Że halo, dlaczego u innych, u których jest gorzej, to bangla i to działa? Dlaczego u mnie to nie potrafi załapać? Ania Mazur Gajo 00:10:28 To były naprawdę przyzwoite warunki do zajśc

09-04
29:40

#111 Rzeczy, które robiłyśmy niechętnie podczas starań, a później byłyśmy za nie wdzięczne

Są takie rzeczy, na które podczas starań kompletnie nie miałyśmy ochoty. Wyjazdy, spotkania, wydawanie pieniędzy na coś „niepotrzebnego”, wpuszczanie innych ludzi do naszego świata. Wtedy najchętniej zostałybyśmy w domu i skupiły się tylko na jednym celu. Dziś wiemy, że niektóre z tych momentów były nam bardzo potrzebne. W tym odcinku opowiadamy o rzeczach, do których czasem trzeba było nas wręcz namawiać, a za które później byłyśmy naprawdę wdzięczne, bo na chwilę przypominały nam, że poza staraniami nadal istnieje życie. Plan odcinka Wyjazdy, na które kompletnie nie miałyśmy ochoty Dlaczego tak trudno było „odpuścić” choć jeden cykl Odkładanie życia na później podczas starań Wpuszczanie bliskich w temat starań i przyjmowanie ich wsparcia Małe rytuały, które pomagały nam przechodzić przez trudne wizyty Rzeczy, do których ktoś musiał nas namówić, a za które później byłyśmy wdzięczne Znajdziesz nas również tutaj: Podcast VIDEO  SPOTIFY Ania:Cześć, tu Ania i Zosia. Zosia:Wspólnie tworzymy Akademię Płodności. Miejsce, w którym towarzyszymy Wam podczas starań. Ania:Dzień dobry, dzień dobry. Witamy się w kolejnym podcaście. Zosia:Witam i ja. Przybyłam do Was dzisiaj znowu z Anną. Ania:To ja. Zosia:Moim ziomalem, moim współlasem, a dzisiaj moją partnerką do rozmów wszelakich, które toczymy razem od dekady. I te rozmowy przechodzą różne metamorfozy. I dzisiaj zapraszamy Was do kolejnej naszej rozkminy na tematy okołostaraniowe, bo doszłyśmy do wniosku z Anią, że są takie rzeczy, które robiłyśmy podczas starań bardzo niechętnie. W ogóle nie miałyśmy na nie ochoty, wręcz się czasami do nich zmuszałyśmy, a po jakimś czasie stwierdzałyśmy, że to było bardzo dobre, że jednak się do tego zmusiłyśmy. I chcemy Wam dać dzisiaj zalążek tego, bo może okaże się, że w Waszym życiu też Wam się nie chce czegoś robić teraz, obecnie, w tym momencie, a potem, jak to zrobicie, to za jakiś czas pomyślicie sobie: w sumie dobrze, na przykład, że nie zostałam wtedy w domu. Ania:I to chcę powiedzieć, że my tak patrzyłyśmy już dawno, dawno temu na te rzeczy, które się działy. Nawet jeszcze podczas starań. Zosia:W sensie, że wtedy nam się nie chciało. Ania:Tak, że nie chciało się, ale jak minął jakiś tam czas, nie wiem, od tego wydarzenia… Zosia:To wciąż byłyśmy staraczkami, ale wdzięcznymi za ten moment, rozumiem. Czyli nie musiało upłynąć 10 lat, żebyśmy się poczuły wdzięczne za to, co wtedy zrobiłyśmy. Czego Ci się nie chciało podczas starań, Anna, a potem byłaś za to wdzięczna, że to zrobiłaś? Ania:Podczas starań takich rzeczy dużo mi się nie chciało, bo nie miałam wtedy na to głowy, mózgu i przestrzeni. I chęci przede wszystkim. Więc chciało mi się tylko jeździć do lekarzy. A mój mąż próbował właśnie wyrywać mnie z tych starań. On miał takie zadanie. Zresztą też w jednym z naszych podcastów, nie wideo, a wcześniejszych, wspominał o tym, że on próbował, bo on się sam dusił w tym wszystkim. Więc myślał, że jak będziemy gdzieś robić jakieś różne wypady, no to to pozwoli mi wyjąć mózg ze starań. Tak się oczywiście nie działo, bo ciężko jest wyjąć mózg podczas starań. Dosłownie chciałoby się wyjąć mózg, żeby odciąć te myśli, bo biorąc go wszędzie ze sobą, bierzemy ten ogromny bagaż. Natomiast był taki jeden wyjazd, który pamiętam do tej pory i naprawdę go wspominamy. I on był takim wyjazdem niskobudżetowym. No, tam gdzieś u jakiejś takiej kobiety wzięliśmy sobie nocleg, ale jak chodzisz po górach, to nie ma znaczenia, bo idziesz tam tylko spać. I był to wyjazd, na który nie miałam ochoty, ponieważ byłam po poronieniu i chciałam się zamknąć w domu. Więc byłam przymuszona przez mojego męża, który stwierdził, że to będzie świetnym pomysłem. A teraz myślę sobie — i zresztą nie tylko teraz, bo jak upłynął już pewien czas od tego poronienia, też tak myślałam — że to była bardzo dobra decyzja. Na chwilę. Na odcięcie. Na samo pójście pod górę i zmęczenie się. Pozwoliło na chwilę odetchnąć, no bo wtedy łapiesz oddech. I było, pamiętam, tak zimno. To ciało dostaje innych bodźców troszeczkę niż siedzenie w domu i myślenie. Pomimo tego, że naprawdę nie chciało mi się tam jechać, jestem wdzięczna za to, że on mnie wtedy wyrwał. Pamiętam, że szłam i jak było już płasko, to płakałam. Płakałam i jednocześnie pamiętam ten wiatr na samej górze. I pamiętam to zimno, jak siedziałam skulona. Już wtedy nie płakałam, bo było mi tak zimno. Pamiętam, jak mój mąż wszedł na sam czubek góry. Nawet mam takie zdjęcie, jak stoi przy znakach. Natomiast byłam mu wdzięczna, że pomimo mojego ogromnego niechcenia i naprawdę… Ja tam jechałam bez entuzjazmu. Ale pojechaliśmy. Zosia:Zabrałaś mózg w plecak? Ania:Zabrałam mózg, tak. Zabrałam mózg i poszłam. Ale byłam w innym miejscu. Zosia:Rozumiem. Ania:Byłam w innym miejscu, ale w domu byłabym bardziej… Zosia:Mhm. Ania:Bo w domu nic by mnie nie odcięło od myśli, a tam chociaż na chwilę. Na cokolwiek. Spojrzenie gdzieś tam, przestrzeń. Zosia:Więc warto się czasami zmusić. Ania:No, wtedy jak mnie zmuszał, to tak. Zosia:Nie chciało się. Ania:Nie chciało się. Ale później… To był smutny wyjazd, ale bardzo potrzebny. A Ty? Zosia:Ja pamiętam wyjazd, który był dość przełomowy, bo na nim zrodził się w mojej głowie pomysł projektu Żyćko. I pamiętam też, że na ten wyjazd… Może nie tyle nawet, co ja nie chciałam jechać, bo pewnie w innych okolicznościach życia pojechałabym pierwsza albo może nawet go zorganizowała. Ale pamiętam, jak moje psiapsi zorganizowały wyjazd do Florencji. I było to w okresie starań, naszych takich regularnych wizyt u lekarza, chodzenia dodatkowo na terapię. Więc to było takie po prostu, wiecie, wszystkie siły na pokład aktualnego leczenia ran niepłodnościowych plus aktywnych starań na zasadzie: może to będzie ten cykl. I pamiętam, że ciężko mi było sobie w głowie pozwolić na to, że, no, po pierwsze stracę ten cykl. Bo polecę tam w newralgicznym momencie okołoowulacyjnym. Więc trochę szkoda, nie? Bo może to akurat byłoby to. A po drugie, że chociaż to był wyjazd organizowany bardzo budżetowo, no to jednak to było te kilka stówek, które można było poświęcić na coś w stylu leki, na coś w stylu suplementy, na coś w stylu, rozumiesz, jakieś inne biododatki do żywności, które może akurat zaskoczą. Bardziej chyba po prostu sama siebie sabotowałam w głowie, że jeszcze będzie czas na takie wyjazdy. W tym momencie są inne priorytety w życiu i fajnie by było nie marnować energii całej na jakieś takie frywolne rzeczy jak wyjazd ze znajomymi. To nawet nie jest wyjazd z Twoim mężem, tylko po prostu wyjazd z kumpelami. I Dudek był jedną z osób, które mnie wręcz do tego zachęcały. Żebym pojechała, żebym poleciała, że to jest dobry pomysł. „No, życie się nie skończy tutaj teraz. To nie jest tak, że masz ten cykl i nic więcej. Pojedź. Naprawdę dawno nie byłaś. Może Ci to pomoże przewietrzyć głowę”. I pojechałam. I to nie było tak, że od pierwszego momentu czułam się free, ale pamiętam taki moment tam, w którym byłam tak realnie wzruszona i tak bardzo wdzięczna za to, że tam jestem. I tego momentu już nigdy nie zapomnę. On wyglądał trochę filmowo, bo schodziłyśmy akurat sobie z takiej góry. Pojechałyśmy tam razem, w to miejsce. Tam się tak podchodziło pod górę. Ania:Fajnie by było, jakby można było pokazać ten filmik teraz. Zosia:Bo Ty wiesz, o czym ja powiem. I tam był taki koleś, który zmontował sobie takie urządzenie do puszczania baniek mydlanych. Moczył taką wielką taśmę z wieloma dziurami i przy jednym pociągnięciu tą taśmą robił, wiecie, setki tych baniek. I one tak sobie spadały z tej góry, więc schodziłyśmy w otoczeniu tych baniek mydlanych. No to wyglądało jakoś irracjonalnie, jak jakiś po prostu kadr z filmu. I pomyślałam sobie, że to są takie właśnie mikromomenty, mikrozachwyty, które ja chcę wyrywać. I wtedy sobie właśnie pomyślałam, że musi powstać coś takiego jak projekt Żyćko, bo nie da się tak żyć cały czas tymi staraniami. Gdzie z tych lat w życiu pamiętasz tylko czarną otchłań i na nic sobie nie pozwalasz sama. I to był odkrywczy wyjazd dla mnie. I jestem tak bardzo wdzięczna im, że one to zorganizowały i że się nie poddały w namawianiu mnie. I mojemu mężowi, który powiedział, że to jest dobry pomysł, że to było bardzo rozsądne wtedy. I taki punkt zwrotny trochę w moich staraniach. Więc na pewno jestem bardzo wdzięczna za to, że sobie pozwoliłam przez chwilę nie robić czegoś na 102% w tych staraniach. A potem, no paradoksalnie, okazało się, że to zrobiło więcej dla moich starań niż może ten kolejny cykl, który bym podjęła. Wiesz, takie przewietrzenie głowy Ania:Ciężko jest rezygnować z cyklu. Zosia:Bardzo. I pewnie gdyby ktoś mi o tym powiedział tak na zasadzie, wiesz, powiedział mi taką historię, to może trochę traktowałabym to tak jak te teksty w stylu: „Pojedź na wakacje, to się uda” albo „Odpuść, to się uda”. Gdzie sama u siebie oszukiwałam, że nie wiem, który jest dzień cyklu, że w sumie to tego nie kontroluję, wiedząc dokładnie, w którym momencie cyklu jestem. Może gdyby to było wyreżyserowane, może gdyby opowiedziała mi o tym jakaś laska, to oczekiwałabym tego samego. Że to zadzieje się w moim życiu po takim właśnie wyjeździe, na który sobie pozwolę i nie będę żałować kasy. Nie da się przedstawić gotowego scenariusza na to. U mnie to był akurat taki wyjazd. U mnie kliknęło wtedy, może dlatego, że w ogóle totalnie się tego nie spodziewałam. Nikt mi nie opowiedział takiej historii, że to może wtedy się udać. Może po prostu ten filmowy moment i ten taki mikrozachwyt tym… Ania:Może już miałaś dość wszystkiego. Zosia:Może dotknęłam dna, dokładnie. Ania:I koniec. Już się nie dało dalej. Zosia:Może. Chodzi mi tylko o to, że to jest ta rzecz, za którą jestem wdzięczna. Jednocześnie wiem, że tego się nie da odtworzyć w Waszych życiach. Że to nie zadziała zawsze tak, że teraz zabukujecie budżetowy wyjazd do Florencji i pójdziecie na to samo wzgórze, i będziecie czekać na te bąbelki, i to jest ten moment, w którym kliknie też w Waszych życiach. Rozumiesz? To może być wyjazd albo nawet nie wyjazd. To może być cokolw

08-27
23:31

#110 Czy można być jednocześnie wdzięcznym i nieszczęśliwym podczas starań?

Podczas starań, kiedy niepłodność zajmuje tak dużo miejsca, wszystko inne zaczyna tracić znaczenie. Masz obok siebie kochającego człowieka, dom, bliskich, pracę, małe rzeczy, które kiedyś sprawiały Ci radość, a mimo to coraz trudniej je dostrzec i naprawdę się nimi cieszyć. A może zadajesz sobie pytanie „Przecież mam tyle dobrego, więc dlaczego nadal jestem nieszczęśliwa?”. W tym odcinku porozmawiamy o tym, czy można jednocześnie czuć wdzięczność za swoje życie i ogromny smutek z powodu tego, czego tak bardzo w nim brakuje. Plan odcinka Dlaczego podczas starań tak łatwo przestać zauważać to, co w naszym życiu dobre. Dwa światy, które mogą istnieć jednocześnie: wdzięczności i ogromnego smutku. Wiadomości o ciąży innych. Niepłodność wtórna i emocje kobiet, które mają już dziecko, ale  starają się o kolejne. Porównywaniu swojego życia z życiem innych. Wieczór wdzięczności – odzyskanie kilku minut, które nie należą do niepłodności. Znajdziesz nas również tutaj: Podcast VIDEO  SPOTIFY Ania Mazur GajoCześć, tutaj Ania i Zosia. Zosia Mazurek DudekWspólnie tworzymy Akademię Płodności. Miejsce, w którym towarzyszymy Wam podczas starań. Ania Mazur GajoDzień dobry, dzień dobry. Witamy w kolejnym podcaście. Zosia Mazurek DudekKolejny tydzień, kolejne spotkanie z Akademią. Co za regularność! Nie zniknęłyśmy gdzieś na kilka miesięcy i puszczamy te odcinki dalej? Czy jednak słuchacie tego odcinka w 2027? Bo coś tam się… Ania Mazur GajoMiałam mówić: nie obiecuj, nie obiecuj. Zosia Mazurek DudekBo przyjdzie ci opublikować za trzy lata. Ania Mazur GajoBo u nas, słuchajcie, czasami tak jest, że… Czasami tak jest w tej Akademii. Zosia Mazurek DudekAle chciałam powiedzieć, bo nie wiecie trochę, jak to wygląda od kuchni, ten proces tworzenia, że teraz jesteśmy w trakcie nagrywania odcinków na zapas, co w Akademii dzieje się, kurna, nigdy, tak? Ania Mazur GajoNie no, ze dwa tam miałyśmy. Zosia Mazurek DudekNo, kiedyś tam, no. Zosia Mazurek DudekZe dwa razy w życiu. A tak leciałyśmy po prostu na bieżączce. Więc jest duża, duża doza prawdopodobieństwa, że jednak ta cykliczność zostaje utrzymana, bo bufor bezpieczeństwa na różne wykolejki życiowe, które nas właśnie wybijały z torów regularnego publikowania, jest dużo większy. Uczą się dziewczynki na błędach. Może, może, może się uda znów wrócić do regularnego… Ania Mazur GajoJa nic wam nie obiecuję. Zosia Mazurek Dudek…goszczenia w waszych głośnikach. Ja jestem mocno zmobilizowana, więc już bym wam nawet mogła obiecać. Ale nie mówisz, że grunt to dobrze obiecać, więc… Ja się nauczyłam tego od niej. Po tym wieloletnim związku grunt to dobrze obiecać i ja jeszcze jestem w stanie nawet obiecać, że będzie regularnie. Zosia Mazurek DudekO tym sobie… Ania Mazur GajoPowiem tylko, w kontekście mojego męża to się sprawdza idealnie. W relacji z moim mężem. Zosia Mazurek DudekRównież po wielu latach związku, prawda? Długoletnich związkach. Kochana, o czym będziesz ze mną nawijać dzisiaj, moja stara psiapsi? Zosia Mazurek DudekKtórą już mam wrażenie znam po prostu jak łysy koń. O czym będziesz sobie ze mną nawijać dzisiaj? Ania Mazur GajoDzisiaj porozmawiamy sobie o tym, czy można być jednocześnie wdzięcznym i nieszczęśliwym. Zosia Mazurek DudekPodczas starań. Ania Mazur GajoPodczas starań o dziecko. Zosia Mazurek DudekTrochę takie przeciwległe bieguny. I takie, które bardzo się przeplatają w trakcie starań. Ania Mazur GajoBo bardzo ciężko jest… W sensie może inaczej. W niepłodności bardzo łatwo wejść w moment i dojść do tego momentu bardzo szybko, w którym nagle okazuje się, że to wszystko, co masz, nie ma znaczenia. Ciężko jest widzieć i czerpać takie pokłady radości i satysfakcji życiowej w momencie, w którym zderzasz się z niepłodnością. Zosia Mazurek DudekPlus tak łatwo im umniejszać. Bo to tak jest, że trochę rozmawiamy enigmatycznie, więc zrobię wam wprowadzenie. Chodzi o to, że w momencie, w którym jesteście w staraniach, to one stanowią tak main temat wszystkich sfer w waszym życiu, że przestajecie zauważać rzeczy, które nie są tak oczywiste dla wielu innych ludzi, którzy was otaczają. Na przykład to, że macie przy sobie kochającego partnera i że to jest coś, z czego naprawdę można robić wielkie super „hurra” i tańczyć z radości, ciesząc się, że ten człowiek twój, wymarzony, który kroczy u twojego boku, jest przy tobie i że masz kolejną szansę obudzić się znowu koło niego. Jest to po prostu tak jakieś normalne, tak oczywiste, jak to, że bierzesz kolejny wdech, że nawet nie myślisz o tym, że możesz go nie wziąć. To jest oczywiście naturalne, tak sobie myślę, Aniusia, wiesz, że w momencie, w którym tak bardzo przeżywasz stratę czegoś, czego nie masz, ona ci przesłania po prostu cieszenie się. Stąd też, tak swoją drogą, robiłyśmy kiedyś wieczory wdzięczności. Pamiętasz? Żeby przekierować uwagę na to, żeby pokazać temu mózgowi, że są takie rzeczy w twoim życiu. Mimo tego całego szeregu rzeczy, które dzieją się źle, i jest ich cała masa, ale żeby tak chociaż na chwilę zmienić optykę i pokazać ci, że jest przy tobie człowiek na przykład, że masz zdrowych rodziców, że wstajesz rano w swoim domu, budzisz się w ciepłym łóżku. Ania Mazur GajoNo tego się tak nie docenia bardzo. Zosia Mazurek DudekW ogóle, w ogóle, jasne. Ania Mazur GajoJa nie wiem, pamiętam taki moment, w którym jedna z moich bliskich osób mierzyła się z samotnością taką związkową. I raczej poszukiwaniem tego związku i próbą budowania jakiejkolwiek relacji. I właśnie, no jak się właśnie spojrzy, wyjdzie gdzieś, pozna tę historię… Może trochę ciężko też się otworzyć na nie, tak? Liczy się to, co umie, tak? Natomiast po takich rozmowach to tak człowiek sobie przeciera oczy i myśli sobie: Jezu, tak zapominam, ile mam szczęścia, że jest ta druga osoba. Że jest ktoś, kto wita mnie, do kogo mogę wysłać SMS-a. Kto da buziaka i kto złoży życzenia. Będzie pamiętał o ich urodzinach, ale będzie. Po prostu, że mogę kogoś złapać za rękę. Jezu, nawet się popłakać, wiecie? To jest coś, co jest nam dane i takie oczywiste. Zosia Mazurek Dudek 00:06:09 Dopóki tego nie zabraknie. Ania Mazur Gajo 00:06:11 No, dopóki to jest i wydaje nam się, że to będzie zawsze, tak? Że to jest taka oczywistość, że partner jest, prawda? I nawet przestajemy się tym cieszyć podczas starań. Ania Mazur Gajo 00:06:26 Spłycamy to. Znaczy, nawet nie spłycamy, bo to po prostu robią starania, tak? Nasza bliskość opiera się na kontakcie fizycznym w momencie, w którym jest owulacja i jakby koniec, nie widzimy tego. To jest tak bardzo przesunięte, tak bardzo gdzieś zakopane, że przestajemy to dostrzegać. Zosia Mazurek Dudek 00:06:45 I żeby była jasność, my nie chcemy tym podcastem wywołać u was teraz euforii i jarania się 24 godziny na dobę tym, że macie partnera, a ktoś inny nie ma, bo to będzie bardzo ciężkie do zrobienia. Chodzi tylko o to, żeby spróbować przekuć tę uwagę w waszym mózgu, chociaż na chwilę, na to, że po pierwsze warto się skupić na tych rzeczach pozytywnych, które was otaczają, bo może jak zechcecie je dostrzec, to okaże się, że jest ich więcej, niż się spodziewałyście. Zosia Mazurek Dudek 00:07:18 I po drugie, tak z drugiej strony, dać sobie luz na to, że nie będzie łatwo się tym jarać. Po prostu. Że jest to taki moment w życiu, że to, że ty mi teraz mówisz, że ja mam męża i mam z tego robić, rozumiesz, pal, wokół którego właśnie będę tańczyć z radości, jest po prostu trudne do osiągnięcia w tym momencie. I pamiętam, jak kiedyś rozmawiałyśmy podczas, nie wiem, którego spotkania z Anią Wietrzykowską, która jest psychologiem niepłodności i zajmuje się tym tematem od wielu lat. Zosia Mazurek Dudek 00:07:56 Ona powiedziała o takim badaniu, że to już jest udowodnione naukowo, że osoby, które doświadczają niepłodności, mają poziom stresu zbliżony do uzyskania diagnozy nowotworowej, takiej przewlekłej choroby, i że jest to grupa osób, która jest zdecydowanie bardziej narażona na wystąpienie zaburzeń nastroju i depresji. Więc samo to pokazuje, że kiszenie się w tym sosie niepłodnościowym predysponuje nas bardziej do tego, żeby chociażby mieć depresję. Zosia Mazurek Dudek 00:08:27 To nawet nie chodzi o to, że masz gorszy humor, tylko że po prostu możesz wymagać wsparcia farmakologicznego do tego, żeby w ogóle wyjść z tego stanu. I sama ta świadomość tego, że nie zawsze warto jest przed tym uciekać, mam nadzieję, że będzie taka ożywcza. Że to jest naprawdę potężne tąpnięcie w życiu. Bardzo. Więc teraz gadanie o takich frywolnych rzeczach, rozumiesz, do, tak sobie myślę, grupy, która sama z góry jest predysponowana do tego, że częściej u niej występuje depresja, i teraz ty sobie nagrywasz podcast o tym, że warto się cieszyć, że masz męża… Zosia Mazurek Dudek 00:09:06 Nie, bardzo, bardzo bym nie chciała spłycić tego tematu, tak straight to the point. Ania Mazur Gajo 00:09:11 No dobrze. Zosia Mazurek Dudek 00:09:12 Ale z drugiej strony pamiętam też taką wiadomość. Nie pamiętam, czy ona przyszła na mojego Insta, czy to był Insta Akademii. Pamiętam, jak napisała do nas dziewczyna, która powiedziała w tej swojej wiadomości, że tak bardzo zazdrości tym wszystkim dziewczynom, które są na etapie starań. Na etapie starań, czyli w tym takim momencie, w którym nikt nie chce być i nie chce, żeby się przedłużał. Bo ona marzy o tym, żeby być mamą, ale nie znalazła odpowiedniego partnera i ma takie wrażenie, że czas ucieka. Ania Mazur Gajo 00:09:47 Pamiętam tę wiadomość. Zosia Mazurek Dudek 00:09:48 Czyli Akademia. Czas ucieka. Ona ma go coraz mniej. Zosia Mazurek Dudek 00:09:53 Nie ma człowieka, z którym mogłaby próbować nawet się o to dziecko starać. I ma takie wrażenie, że po prostu to życie ją mija tak dwa razy szybciej, niż gdyby był ten człowiek, z którym mogłaby podjąć chociaż te próby aktywne. Gdyby miała obok siebie tę kochającą osobę. I pamiętam, że to wprawiało ją w takie ogromne przygnębienie. Życzyła tego jeszcze mocniej. To marzenie o byciu mamą było jednocześnie tak bardzo jeszcze dalsze, tak bardzo nieuchwytne, no bo nie masz, nie masz z kim w tym momencie. Ania Ma

08-21
25:19

#109 Czy jeszcze potrafię podejmować decyzje bez pytania „a co jeśli będę w ciąży”

Czy da się podejmować zwykłe życiowe decyzje bez myślenia: „A co, jeśli za chwilę będę w ciąży?”. W tym odcinku rozmawiamy o życiu w zawieszeniu podczas starań o dziecko, odkładaniu zmiany pracy, podróży, wydatków, studiów czy nawet marzeń na później. O tym, jak długo można funkcjonować „na długu tlenowym” i co dzieje się w momencie, kiedy zaczyna brakować sił na dalsze czekanie. Mówimy też o własnych doświadczeniach i historiach kobiet, które po latach starań zaczęły powoli odzyskiwać kawałki swojego życia, nie  rezygnując przy tym z marzenia o dziecku. Plan odcinka Życie podporządkowane myśli: „zaraz będę w ciąży” Dlaczego odkładamy zmianę pracy i ważne decyzje Finanse podczas starań- leczenie czy wakacje? Podróże planowane pod cykl miesiączkowy Życie „na długu tlenowym” i moment, kiedy zaczyna brakować sił Czy można pozwolić sobie na przyjemność bez poczucia winy? Historie kobiet, które po latach zaczęły odzyskiwać swoje życie Studia, kursy, podróże i inne rzeczy odkładane „na później” „Pokój dla dziecka”, który przez lata pozostaje pusty Czy istnieje moment, w którym trzeba przestać czekać i zacząć żyć? Znajdziesz nas również tutaj: Podcast VIDEO  SPOTIFY   Ania Mazur Gajo 00:00:00 Cześć, to Ania i Zosia. Zosia Mazurek Dudek 00:00:01 Wspólnie tworzymy Akademię Płodności. Miejsce, w którym towarzyszymy Wam podczas starań. Ania Mazur Gajo 00:00:25 Witamy w kolejnym podcaście? Videocaście? Dzisiejszy odcinek to? Zosia Mazurek Dudek 00:00:33 „Czy jeszcze potrafię podejmować decyzje bez pytania: a co, jeśli będę w ciąży?” Ania Mazur Gajo 00:00:42 Stan zawieszenia życia podczas niepłodności to jest coś, co dotyka, myślę, że większości osób starających się o dziecko. Jednak to, że będziesz za chwilę w ciąży, sprawia, że twoje wybory, twoja przyszłość… Zosia Mazurek Dudek 00:01:02 No i wszystkie decyzje, które podejmujesz. Masz gdzieś z tyłu głowy to… Ania Mazur Gajo 00:01:05 …że za chwilę będziesz w ciąży. Ania Mazur Gajo 00:01:09 Więc jest to stan, który determinuje też twój wybór pracy, wakacji. Zosia Mazurek Dudek 00:01:23 Oczywiście. Każdy wyjazd. Ania Mazur Gajo 00:01:25 Ale też finansowe wybory, na które się decydujesz bądź nie.  Jak zaczynamy starania, to myślimy, że w tej ciąży będziemy. Zosia Mazurek Dudek 00:01:36 Zaraz. Ania Mazur Gajo 00:01:37 Za chwilę, więc nie zmieniamy pracy. Też tak może być? Zosia Mazurek Dudek 00:01:41 Może być, mimo że gdzieś z tyłu głowy byśmy mieli… Ale wiem, że jest to tak dalece ciężki proces, na zasadzie: w ogóle wszystkie zmiany są trudne. Ale wiesz, co sobie myślę? Że zmiana pracy, nawet na taką, która być może w przyszłości da ci bezpieczniejszą pozycję albo lepsze warunki na umowie… No ale wiesz, że w tej nowej pracy musisz się wdrożyć. To nie jest tak, że zmienisz pracę i co? Ania Mazur Gajo 00:02:05 Dziewczyny bardzo często piszą do nas, że ta praca to jest taki punkt, moment, w którym bardzo często w ogóle praca pojawia się w wiadomościach. Raz, że oczywiście jest to ważny element też… Ania Mazur Gajo 00:02:21 …bezpieczeństwa, jeżeli chodzi o tę ciążę. Ale często też w wiadomościach mamy, że po długotrwałych staraniach dochodzi do was, że jesteście w pracy, w której nie chcecie być, i tkwicie latami, bo te starania okazują się niestety… że nie trwają rok czy dwa. Ania Mazur Gajo 00:02:49 Znamy też wiele takich historii, gdzie dziewczyny zdecydowały się wziąć ten wdech. Ten taki naprawdę ogromny krok, bo to jest naprawdę ogromna zmiana. Przez wiele lat powtarzając sobie, że: „Nie zmieniam pracy, bo zaraz będę w ciąży”, zmieniają pracę. I to jest taki dla nich moment uwalniający. To jest taka pierwsza wielka rzecz, którą zrobiły, odkąd zaczęły starać się o dziecko. Zosia Mazurek Dudek 00:03:15 No, bo porzucasz tę znaną, choć nie do końca może komfortową rzeczywistość, bo jednak coś cię tam uwiera, ale boisz się zrobić ten krok w nieznane. No bo wiesz, jakie on może konsekwencje ze sobą nieść, tak? To jest ta chwila, kiedy masz nieważkość pod stopami i to nie jest miła chwila. Jak najszybciej chcesz osiąść i poczuć się znów bezpiecznie. Może w fajniejszym miejscu, może to ci pozwoli dryfować do czegoś, przy czym powiesz: „Boże, jak szkoda, że zrobiłam to tak późno”. Ale z drugiej strony nie wiesz, no bo zawsze może być gorzej, prawda? Może być z deszczu pod rynnę. Więc nie wiesz, nie wiesz, nie wiesz. Ale podjęcie takiej decyzji z myślą taką, że: „A co, jeśli…?” Zosia Mazurek Dudek 00:03:53 „To jest ten cykl, w którym będę w ciąży?”. „Co, jeśli?” i tkwienie w tym samym, znanym, acz czasami bagienku, z tego, co da się wyczytać z tych wiadomości, jest również bardzo takie kiszące. Zosia Mazurek Dudek 00:04:08 Rozumiesz? Bardzo. Ja też mam bardzo wiele zrozumienia do tego, bo podjęcie takiej decyzji to jest coś przeogromnie wielkiego. Zosia Mazurek Dudek 00:04:19 I w ogóle tak bardzo dużo decyzji się z tym wiąże, bo praca daje ci stabilność. Finansową też, tak? A finanse musisz dzielić, bo możesz je przeznaczyć na wycieczkę, no ale wtedy zostanie mniej na kupce „starania”. Z drugiej strony pojedziesz na wycieczkę i co? Zawalisz te starania? Albo kolejny rok podejmiesz decyzję, że wciąż starania. Zosia Mazurek Dudek 00:04:46 I kolejny rok nie pojedziesz na wakacje, bo jednak ta kupka do zaopiekowania była bardziej istotna, była w tym priorytecie. I potem to będzie na przykład jedna z tych wiadomości, gdzie budzisz się w świecie, w którym nie byłaś na wakacjach od pięciu, sześciu lat, bo ciągle wydaje ci się, że na te następne pojedziecie we trójkę, a tej dodatkowej osoby ciągle nie ma na pokładzie. Ania Mazur Gajo 00:05:10 Bo na początku nawet ty nie chcesz jechać na te wakacje. Odkładasz wszystko, jesteś w stanie zrezygnować ze wszystkiego. Ze wszystkiego, naprawdę. Możesz nie wychodzić z domu. Zosia Mazurek Dudek 00:05:18 No tak. I nawet wręcz jak pojedziesz, to będziesz czuła się winna. Ania Mazur Gajo 00:05:22 Iść do roboty, wrócić z roboty, iść do lekarza i tyle. Jakby dasz sobie radę przez pewien czas. Zosia Mazurek Dudek 00:05:29 Tylko czy to jest życie na długu tlenowym? Ania Mazur Gajo 00:05:32 I dasz sobie świetnie radę na tym. Zosia Mazurek Dudek 00:05:34 Pod warunkiem, że za zakrętem czeka spełnienie marzeń. Ania Mazur Gajo 00:05:38 Tak, bo wytrzymasz. Jesteś w stanie zacisnąć zęby podczas starań i wytrzymać naprawdę największe kłody. Wytrzymasz to przez chwilę. Tylko jak mija rok, mija dwa, mija trzeci rok… Ania Mazur Gajo 00:05:53 …to w końcu już tak bardzo się dusisz, że nie możesz. Zosia Mazurek Dudek 00:06:00 Albo się udusisz, albo jednak wypłyniesz na tę powierzchnię po ten wdech. Ania Mazur Gajo 00:06:05 No i właśnie przypomniała mi się taka historia. Kocham ją, naprawdę kocham ją. Ania Mazur Gajo 00:06:13 Kiedy dziewczyna odkładała życie na potem, na ciążę, na zawsze.  Znaczy zawsze, odkąd się starali, miała być w ciąży w następnym miesiącu i to było odkładanie wszystkich swoich przyjemności. I tak bardzo mi się spodobało to, co napisała. Pozwoli to może wam też przestawić patrzenie na to wszystko. I napisała tak: „Kupiłam skok na bungee dla mojego męża. Na urodziny”. Ania Mazur Gajo 00:06:52 „Ale kupiłam też sobie. Zawsze odkładałam wszystko, bo będę w ciąży. A jeżeli w tej ciąży będę, to i tak wygram”.     Ania Mazur Gajo 00:07:03 I to mi dało takie: no tak. Nawet jak zajdziesz w ciążę, to stracisz, nie wiem, bilety, ale wygrasz, no. I tak wygrasz. I to jest takie otwierające głowę, że ty się boisz tego, ale jeżeli tam czeka tak wielka wygrana, to ten przelew, ten skok, gdzie nie skoczysz, przestaje mieć znaczenie. Zosia Mazurek Dudek 00:07:37 Bardzo, bardzo fajne, otwierające głowę. Ale jakbym była na tej początkowej ścieżce starań, to nie potrafiłabym na tę decyzję spojrzeć życzliwie, z wdzięcznością dla samej siebie, że myślę o sobie i o tym, że może być różnie, ale przynajmniej nie przesiedzisz w chacie. Tylko raczej pomyślałabym sobie, że no, Zosin tak średnio odpowiedzialnie. Jak, wiesz, szczypiemy się z każdym groszem. Ania Mazur Gajo 00:08:06 No, dokładnie. Ania Mazur Gajo 00:08:08 I to jest ten etap, kiedy ty zagryziesz, zrezygnujesz ze wszystkiego i ty nie masz takiego jakiegoś, wiesz: „A dobra…”. Zosia Mazurek Dudek 00:08:14 Potrzeby, tak? Ania Mazur Gajo 00:08:15 Nie masz potrzeby. Ale w końcu, po kilku latach, ta potrzeba może przyjść i w końcu ogarniasz, że ten czas zleciał, a właściwie tam jest czarna dziura. Zosia Mazurek Dudek 00:08:25 Dlatego właśnie mówię, że zależy, na który moment tobie trafiło. Czy tobie trafiło na początek, na zasadzie… Ania Mazur Gajo 00:08:30 Nie potrzebujesz jeszcze oddechu. Zosia Mazurek Dudek 00:08:32 Tak, bo zagryzam zęby, bo dojadę, docisnę, wezmę sobie łyk, spełnią mi się marzenia. Już mam go mało, już dawno powinnam się wynurzyć, ale po prostu oszukuję się, że jeszcze mi go wystarczy. Więc tak. A z drugiej strony tak sobie myślę, że moje spełnienie marzeń o pierwszym dziecku zadziało się wtedy, kiedy nakupowałam biletów na różne wycieczki po Europie. Miałam taką fazę, jak już poczułam ten taki, właśnie ten taki mikrooddech i te takie moje mikromałe zachwyty, które daje mi chociażby podróżowanie. Zosia Mazurek Dudek 00:09:11 Kiedy pozwoliłam sobie na pierwszą podróż po bardzo długim czasie, z wyrzutami sumienia, wypchnięta na nią właściwie przez mojego męża, starając się to ogarnąć jak najbardziej budżetowo, i wtedy na tym wyjeździe poczułam, że: „Boże, to jest pierwszy raz, kiedy ja wzięłam głębszy oddech”. To nie jest tak, że ja przestaję myśleć o tych staraniach, ale to jest pierwszy raz, kiedy daję sobie poczuć, że miewam się troszkę lepiej, chociaż przez ten moment. Chcę to powtórzyć. Chcę jeszcze raz, chcę jeszcze raz być w tym samym miejscu i poczuć ten mikrozachwyt, chociaż na sekundę. Porezerwowałam również budżetowo, szukając jakichś takich turbo tanich lotów, różne wycieczki po Europie. Pamiętam to. Zosia Mazurek Dudek 00:09:51 Tu polecę z mamą, tu polecę z Dudkiem, tu polecę z bratem. I pamiętam, że chciałam to zrobić tak, że wykupowałam najtańsze loty, myśląc sobie, że jak ta wycieczk

08-14
19:33

Recommend Channels